15.9 C
Warszawa
wtorek, 24 maja, 2022

Cmentarz ewangelicki na Golędzinowie

Autor: Michał Pilich

Gdy dziś podkreśla się walory turystyczne warszawskiej Pragi, często eksponuje się wątki jej wielokulturowego dziedzictwa. Wskazuje się miejsca i pamiątki związane ze społecznością katolicką, żydowską i prawosławną. Zazwyczaj jednak nie pamięta się o wiernych kościołów ewangelickich, którzy na tle pozostałych stanowili grupę niewielką, a i nie zachowały się w dzielnicy ślady materialne w postaci nekropolii czy świątyni.

Miejscem, gdzie funkcjonowała nekropolia luterańska, był praski cmentarz ewangelicki, zlokalizowany na gruntach praskiego Golędzinowa, który dziś wchodzi w skład warszawskiej dzielnicy Praga Północ. Golędzinów to dawna średniowieczna wieś, wzmiankowana w 1387 r. W XVI w. obejmowała obszar 11 ha. Jak podaje Encyklopedia Warszawy, w 1764 r. król Stanisław August Poniatowski kupił Golędzinów za 9000 zł polskich i założył tu miasteczko (jurydykę), zwane Golędzinowem Królewskim. W 1782 r. król wydzierżawił część obszaru jurydyki saskiemu inżynierowi wojskowemu płk. Janowi Krystianowi Lehmannowi (w źródłach występującemu też pod nazwiskiem Lechman bądź Leyman), który założył na Golędzinowie manufakturę sukienniczą oraz zbór ewangelicki. W 1783 r. Stanisław August Poniatowski darował niemieckim obywatelom w Golędzinowie dwa place z przeznaczeniem m.in. na kościół i cmentarz. Ponadto została wydana zgoda na założenie przy kościele garbarni, z której dochód miał być przeznaczony na potrzeby ewangelickiego zboru. Oprócz tego radca handlowy Jan Gotfryd Sartorius i płk Jan Krystian Lehmann przekazali dalsze dwie posesje z dwoma starymi budynkami, w których pomieścić się miał kościół i mieszkania dla pastora i zakrystiana. Na potrzeby założenia i funkcjonowania kościoła oraz garbarni zaciągnięto pożyczkę 4600 talarów. Z czasem garbarnia zaczęła przynosić dochód. Golędzinów słynął wówczas ze swych garbarni. W 1792 r. było ich aż trzynaście, a w miasteczku mieszkało około 1 tys. osób. Według Opisania miasteczka Golędzinowa przy mieście Pradze sytuowanego z 1790 r., przy czterech wytyczonych ulicach − Zakroczymskiej, Granicznej, Nadwiślanej i najdłuższej z nich − Garbarskiej znajdowało się 46 posesji, przy czym na Garbarskiej aż 26. Jan G. Sartorius posiadał tu trzy drewniane domy, w tym jeden z piekarnią, a dwa kolejne z działającymi przy nich garbarniami, a Jan K. Lehmann był właścicielem pięciu posesji z domami, z browarem zwanym królewskim, zajazdem oraz tzw. domem porządnym, w którym mieszkał luterański „predykant”, czyli luterański kaznodzieja. Kres rozwojowi Golędzinowa położyły zniszczenia, jakie dotknęły Pragę 4 listopada 1794 r. w wyniku udanego szturmu wojsk rosyjskich gen. Aleksandra Suworowa. Tragiczne i krwawe wydarzenia końca powstania kościuszkowskiego zapisały się w pamięci potomnych jako „rzeź Pragi”. Kościół, z pewnością drewniany, został zniszczony. Golędzinowska społeczność ewangelicka zmniejszyła się i zubożała. Mimo zmniejszenia się grona ewangelików na Pradze i w okolicach do około 70 rodzin, podjęto starania o odbudowę kościoła. Kiedy po trzecim rozbiorze Warszawa dostała się pod panowanie Prus, szukano wsparcia także u króla pruskiego Fryderyka Wilhelma III. Świątynię odbudowano, a na liście członków zboru wymieniany jest Jan G. Sartorius, który prawdopodobnie był wówczas prezesem kościelnego kolegium. Czas spokoju nie trwał długo, gdyż w 1807 r., w momencie utworzenia Księstwa Warszawskiego, odbudowany kościół został rozebrany na polecenie francuskich władz wojskowych, a ewangelikom wypłacono odszkodowanie. Stało się tak na skutek decyzji o budowie na Pradze twierdzy, pod wzniesienie której zaczęto rozbierać większość dotychczasowej zabudowy. Wtedy to po zachodniej stronie cmentarza wybudowano podłużny budynek prochowni, widoczny na mapach z początku XIX w. Zmniejszyła się jeszcze bardziej liczba ewangelików – według wykazu z 1823 r. tutejsza gmina luterańska liczyła już tylko 39 osób. Doprowadziło to w 1828 r. do likwidacji samodzielności tutejszej gminy i jej odrębności od zboru warszawskiego.

W 1859 r. warszawscy luteranie postanowili zatroszczyć się o ostatnią pamiątkę po ich praskich współbraciach, czyli niszczejący cmentarz. Jak pisze autor artykułu z 1859 r., znajdującego się w zasobach Archiwum Państwowego m.st. Warszawy w tzw. Zbiorach Korotyńskich, warszawska gmina ewangelicka „dawno miała ten zamiar, ale nie miała środków. W końcu plac został ogrodzony porządnie, w środku cmentarza stanął nowy krzyż z wyobrażeniem Pana Jezusa, co wszystko ze 200 rubli kosztowało prócz pomocy bezpłatnie udzielonej”. 1 listopada 1859 r. o godz. 15.00 w strugach „przykrego deszczu”, ks. Leopold Otto, proboszcz zboru warszawskiego, dokonał ponownego poświęcenia cmentarza. Szersze informacje o dziejach golędzinowskich ewangelików zamieściła wtedy m.in. „Gazeta Warszawska” (nr 148, 1859). Od lat sześćdziesiątych XIX w., dzięki doprowadzeniu linii kolejowych i budowie stałego mostu przez Wisłę, następował coraz intensywniejszy rozwój Pragi, która pozostawała w marazmie od czasu zniszczeń z przełomu XVIII i XIX w. Sytuacja ta nie dotyczyła opustoszałego Golędzinowa, którego grunty, w tym należące do luteranów, władze carskie zaczęły najpierw przejmować pod budowę w latach trzydziestych XIX w. Fortu Śliwickiego i jego esplanady, a w czwartej ćwierci XIX w. zespołu koszar, który objął znaczny obszar dzisiejszych osiedli mieszkaniowych Praga II i Praga III. Sam cmentarz, położony z dala od centrum Pragi, funkcjonował dalej i przyjmował nowe pochówki. W latach 1845-1879 pochowano na nim blisko 450 osób. Wzrastała też liczba ewangelików na Pradze. Według spisu ludności z 1897 r. mieszkało tu 1401 protestantów, czyli 2,4% całej populacji ludności Pragi. W 1879 r. przedstawiciele kolegium zboru warszawskiego na podstawie przeprowadzonej wizji lokalnej sporządzili raport o stanie golędzinowskiej nekropolii. Według niego „Cmentarz Praski oddalony jest od dwóch domków stanowiących dawniej rogatki petersburskiej mniej więcej o 3 wiorsty; leży on z prawej strony bitej [drogi] do Jabłonny, na małym wzgórzu, dotykającym pola, w odległości od rzeczonej drogi mniej więcej 400 kroków, prowadzą do niego wrota podwójne ze sztachet drewnianych, obracające się na zawiasach wbitych w grube czworograniaste słupy. Na jednym z nich dotąd stoi krzyż żelazny, 1 łokieć mający […].” Dowiadujemy się, że cmentarz miał kształt zarośniętego młodymi krzewami niewielkiego prostokąta, o wymiarach 100 na 40 łokci bieżących. Ogrodzenie stanowił zwyczajny płot, a wokół niego biegł zaniedbany rów. Na wprost wrót cmentarza, w odległości kilkudziesięciu kroków, znajdował się murowany magazyn wojskowy, czyli wcześniej wspomniana dawna prochownia z początku XIX w. To położenie cmentarza na ówczesnym pustkowiu, z dala od siedzib ludzkich, sprzyjało jego postępującej dewastacji. Ciekawym opisem stanu nekropolii jest artykuł zamieszczony w jednej z warszawskich gazet: „Kilkaset kroków po za parkiem prazkim, nieco na prawo od szosy, wiodącej ku torowi kolei nadwiślańskiej, wśród pól uprawnych, jest rzucona garść mogił. Stary to cmentarzyk ewangelicki, na którym podobno grzebano zmarłych z cholery. Znamy go od lat kilku i od lat kilku widzimy ślady ręki występnej; byliśmy tam niedawno i co zobaczyliśmy, przeszło wszelakie przypuszczenie. Ogromna płyta kamienna nad mogiłą niejakiego Ottona Franka − zsunięta na pół, cegły z pod niej powyciągane lub porozłupywane; na płycie leży krzyż złamany, przeniesiony z innego miejsca; na środku cmentarzyska, ogrodzone sztachetami, stały trzy krzyże; połowy sztachet i dwóch krzyżów już nie masz. Kilka kroków dalej widzimy kawałki płyty z piaskowca, resztę unieśli złoczyńcy, a nad tem krzyż, u którego ramiona wyłamano. W innem miejscu wyrwano drzwiczki żelazne z grobu sklepionego, wywleczono kości i aniołkowi rzeźbionemu, stojącemu nad grobem, odbito głowę i ręce; widzieliśmy go jeszcze całym. […] Kilka drzew zrąbano, a inne poobdzierano z kory […]” („Dziennik dla wszystkich i anonsowy”, nr 146, 1885, s. 3). Jak widać, na cmentarzu istniały nawet piaskowcowe grobowce z rzeźbionymi zdobieniami. Przetrwaniu cmentarza, ostatniej pamiątki po golędzinowskich ewangelikach, nie sprzyjały spory o własność gruntów. We wspomnianych Zbiorach Korotyńskich znajdują się dwa listy, jeden z 13 VIII 1859 r., a drugi z 3 IV 1869 r. − oba wystosowane przez ówczesnych prezesów Kolegium Kościelnego Parafii Ewangelicko-Augsburskiej w Warszawie. Wynika z nich, że w 1859 r. doszło do spotkania prezesa kolegium kościelnego Edwarda Glassa z ówczesnym komendantem miasta Warszawy gen. Tuczkiem w sprawie praskich gruntów luterańskich przejętych przez Rosjan. Generał miał oświadczyć gotowość wynagrodzenia luteranom za zajmowanie terenów byłego zboru praskiego.

Zapewne wtedy uzgodniono wspomnianą renowację zaniedbanego cmentarza, która zakończyła się poświęceniem 1 XI 1859 r. Zgodzono się też na lustrację dawnych terenów zboru, położonych w pobliżu nekropolii. Pomimo uzgodnień sprawa gruntów pozostała jednak nierozwiązana. Co więcej, władze carskie chciały ostatecznie przejąć ewangelickie grunta na Pradze łącznie z cmentarzem. Wyraz temu daje dramatyczny list prezesa Edwarda Bogumiła Strasburgera z 1869 r. do Wilhelma Kolberga, ewangelika, członka Zarządu Komunikacji Lądowych i Wodnych w Królestwie Polskim. Wobec groźby wywłaszczenia i konieczności zabezpieczenia własności, prezes prosi Kolberga, jako gorliwego ewangelika, o pomoc w pozyskaniu jak najspieszniej brakujących dowodów, potwierdzających prawa ewangelików do praskich posesji. Jedynym dowodem własności tych gruntów był list króla Stanisława Augusta z 5 VIII 1783 r., darowujący dwa place dla praskich ewangelików pod budowę kościoła, cmentarza, szkoły i szpitala. Place położone były „przy Szosie Modlińskiej i ul. Starej Golędzinowskiej nr 70 lub 71”. Jeden plac miał wymiary 254 na 88 łokci, a drugi 168 na 46 łokci. Do tego doszły dwie posesje podarowane przez Sartoriusa i Lehmanna oraz przylegająca do tych posesji część gruntu, zakupiona przez gminę ewangelicką, na którym miała stanąć garbarnia. Poszukiwania dowodów nie przyniosły jednak spodziewanego rezultatu. Z informacji ze Zbiorów Korotyńskich wiemy, że Sąd Okręgowy w Warszawie 23 marca 1911 r., po długo trwającym procesie, w ramach odszkodowania zasądził na rzecz zboru od Zarządu Inżynierii Wojskowej 42 778 łokci kwadratowych terenu w zamian za zagarnięcie m.in. cmentarza golędzinowskiego w pobliżu rogatek petersburskich, gdzie powstał wojskowy młyn oraz spichlerze. Jak donosiła prasa, spodziewana była apelacja, ale jej ewentualnych rezultatów nie znamy. W dotychczasowych opracowaniach dotyczących golędzinowskich ewangelików dawnego cmentarza nie lokalizowano w przestrzeni dzisiejszej Pragi lub też lokalizowano go błędnie. W artykule Andrzeja Sołtana (Ewangelicy prawobrzeżnej Warszawy, „Kronika Warszawy”, nr 1, 2014) położenie cmentarza błędnie wskazano na wysokości Fortu Śliwickiego, a to na skutek przyjęcia, iż wzmiankowane w raporcie z 1879 r. dziewiętnastowieczne rogatki petersburskie znajdowały się w miejscu obecnego Ronda Starzyńskiego. Co do zasady tak było, ale w okresie po powstaniu listopadowym rogatki te na pewien czas przeniesiono bliżej centrum Pragi i znajdowały się przy obecnej ul. Jagiellońskiej na wysokości kościoła Matki Boskiej Loretańskiej i ul. Brechta. Widać je np. na planach załączonych do „Taryffy domów miasta Warszawy i Pragi” Hiacynta Świątkowskiego z 1852 r. Raport mówi o „dwóch domkach stanowiących dawniej rogatki petersburskiej”, czyli tych w pobliżu kościoła, a nie dzisiejszego Ronda Starzyńskiego, a to znaczy, że cmentarz i zapewne obok niego kościół znajdowały się na terenie dzisiejszych powojennych osiedli mieszkaniowych. Analizując opisy nekropolii oraz mapy dziewiętnastowiecznej Pragi, można bezspornie określić lokalizację cmentarza jako dzisiejsze skrzyżowanie ulic Szanajcy i Burdzińskiego. Nekropolię można zidentyfikować na wyżej wymienionych planach z taryfy H. Świątkowskiego z 1852 r., czy jeszcze na planie Williama Heerleina Lindleya z 1897 r., ale wtedy wokół niej stoją już liczne rosyjskie budynki wojskowe, w tym od północy bezpośrednio z nim sąsiadujący nowy wojskowy młyn parowy. Dziś w miejscu cmentarza znajduje się przyszkolny zieleniec i może tylko rosnąca tu wyniosła topola pamięta jeszcze ostatnie materialne ślady po golędzinowskich ewangelikach. Czas pomyśleć o umieszczeniu w tym miejscu choćby tablicy informacyjnej.

Michał Pilich

Artykuł pochodzi z numeru 11-12, 2018 „Spotkań z Zabytkami”.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj