0.8 C
Warszawa
niedziela, 4 grudnia, 2022

Wnętrza lokali użytkowych w Warszawie

Autor: Urszula Zielińska-Meissner

Zachowanie i konserwacja oryginalnych wnętrz w budynkach zabytkowych użyteczności publicznej w Warszawie od dawna budzi wiele emocji, sporów, starań, ale i kontrowersji. Wynika to z rozmaitych uwarunkowań. Po pierwsze z zakresu ochrony konserwatorskiej danego obiektu, po drugie funkcji, jaką wnętrze obecnie pełni i czy nadal ma ją pełnić, wreszcie czemu ma służyć. Kolejną kwestią są zagadnienia związane z obowiązującymi normami bezpieczeństwa przeciwpożarowego i zasadami ogólnego bezpieczeństwa, co wiąże się z pracami mogącymi całkowicie zmienić pierwotny charakter i wystrój zabytkowych wnętrz.

Najtrudniejsza sytuacja jest tam, gdzie obiekt jest ujęty tylko w gminnej ewidencji zabytków. Ustawa nie przewiduje bowiem ochrony wnętrza, nawet jeśli byłoby wybitnym autorskim dziełem. Poza tym przez lata przyjęło się, że architektura, struktura i wygląd zewnętrzny jest najważniejszy, a wnętrze może ulegać pewnym zmianom, czyli tzw. unowocześnieniom. W wielu wypadkach było i bywa to wynikiem zwykłej ignorancji użytkownika i projektanta, jednakże praktyka wykazała, że zwykle możliwa jest adaptacja wnętrza z poszanowaniem pierwotnego projektu. Niech tu posłuży za przykład kawiarnia sieci Starbucks na pl. Trzech Krzyży, otwarta w lutym 2012 r. w lokalu dawnej kawiarni „Lajkonik” z malowidłami na ścianach z lat pięćdziesiątych XX w. Zostały one (po konserwacji) nie tylko włączone do wystroju nowej kawiarni, opatrzone wyjaśnieniami i zabezpieczone przed zniszczeniem, ale dla dodania klimatu lat pięćdziesiątych XX w. do lokalu wstawiono również pianino.

Wnętrza to problem bardzo pojemny i dotychczas zbyt mało zauważany. W latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XX w. na łamach „Architektury” i „Stolicy” pojawiały się artykuły na ten temat, jednak w większości, poza analitycznym artykułem architektki Anny Banaszewskiej, opisywano jedynie wygląd nowych lokali. Kwestia zachowania autentyczności wnętrz nie była podnoszona. Problem niszczenia zabytkowego wystroju na przykładzie lokali na Starym Mieście poruszony został w artykule w „Spotkaniach z Zabytkami” w 2020 r. (nr 11-12, s. 36-43). W 2014 r. Stołeczny Konserwator Zabytków wystosował apel do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego w sprawie objęcia dodatkową ochroną zabytkowych wnętrz, nawet gdy obiekt jako budynek jest wpisany do rejestru zabytków. Odpowiedź była pozytywna, w konsekwencji czego po rozpoznaniu Biura Stołecznego Konserwatora Zabytków (BSKZ) i wnioskach o wpisy do Mazowieckiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków (MWKZ) rozpoczęto wpisy wnętrz lokali na Starym Mieście.

Lokale i ich wnętrza można sklasyfikować na użytkowe i prywatne (mieszkania), a użytkowe z kolei na reprezentacyjne i kameralne, a te idąc dalej na obiekty o różnej funkcji użyteczności publicznej: gmachy dworców, teatrów, kin, sale koncertowe, lokale gastronomiczne (bary, restauracje, kawiarnie). Małe, kameralne wnętrza dotyczą głównie sklepów, zakładów rzemieślniczych, pracowni, punktów usługowych itd.

W Warszawie bardzo niewiele wnętrz przetrwało wojny, pożary, przebudowy. Należy zaznaczyć, że użytkowość jest też pojęciem, które w ciągu wieków zmieniało się, a krąg użytkowników nie był zawsze taki sam.

Najstarszymi zachowanymi autentycznymi wnętrzami w Warszawie są Biblioteka w Zamku Królewskim i Teatr Stanisławowski w Starej Pomarańczarni w Łazienkach Królewskich. Oba związane z ostatnim królem i zaprojektowane przez królewskiego architekta Dominika Merliniego. Biblioteka, wzniesiona w latach 1780-1784, jest jedynym wnętrzem Zamku Królewskiego, które ocalało z niemieckiego bombardowania w 1939 r. i wysadzenia w 1944 r. Przetrwała w nim też oryginalna dekoracja architektoniczna. Teatr Królewski, zwany też Stanisławowskim, w Łazienkach Królewskich, powstał po 1784 r.; jego wnętrze zaprojektował Jan Chrystian Kamsetzer. Malarzem iluzjonistycznych malowideł przedstawiających osiemnastowieczną widownię z portretami osób z otoczenia króla był Jan Bogumił Plersch, a rzeźbiarzem André Le Brun. Obaj byli artystami króla Stanisława Augusta, dla którego teatr powstał. Król w 1791 r., podczas przebudowy pl. Krasińskich, na kilka miesięcy udostępnił swój prywatny teatr Wojciechowi Bogusławskiemu i jego trupie na publiczne i bezpłatne występy Teatru Narodowego. W XIX w. Teatr Stanisławowski wraz z całymi Łazienkami był własnością carów, ale na całe szczęście prace konserwatorskie przeprowadzone wówczas przez Ludwika Kozubowskiego ograniczyły się tylko do zmian obić foteli. W 1916 r. po gruntownej renowacji Teatr Stanisławowski został 27 maja ponownie otwarty – odbyła się premiera miniatury dramatycznej Jana Lechonia W pałacu królewskim i koncert. Kolejną renowację przeprowadzono po drugiej wojnie światowej, przede wszystkim unowocześniając urządzenia sceniczne. Z dawnych przetrwały do dziś kołowroty do podciągania dekoracji oraz machina imitująca grzmoty. W latach pięćdziesiątych XX w. gościł na jego scenie z przedstawieniami kameralnymi Teatr Dramatyczny (m.in. ze słynnymi Paradami Jana Potockiego), później Polska Opera Kameralna, a od 2017 r. Polska Opera Królewska.

W pierwszej połowie XIX w. powstało w Warszawie kilka budynków użyteczności publicznej – obecny Pałac Staszica, gmachy Polskiego Banku, Giełdy, Ministerstwa Skarbu i Komisji Rządowej Przychodów i Skarbu, a także Teatr Wielki – wszystkie według projektów Antonia Corazziego. Ich wnętrza w stylu klasycystycznym nie zachowały się. Niektóre budowle użyteczności publicznej przebudowywano, jak np. wnętrza skonfiskowanego przez władze carskie po powstaniu listopadowym Pałacu Paca przy ul. Miodowej, które przekształcone pod kierunkiem Stefana Balińskiego stały się siedzibą Sądu Okręgowego i poddawane remontom traciły swój pierwotny wygląd. Poza urzędami czy ministerstwami w połowie XIX w. powstały całkowicie nowe obiekty – dworce kolei żelaznej. Po dworcu Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej wybudowano kolejne, łączące Warszawę z miastami imperium rosyjskiego. Nie dysponujemy fotografiami czy rycinami ich wnętrz, znamy jedynie, i to słabo, ich wygląd zewnętrzny.

Koniec wieku XIX i początek XX dostarcza nieco więcej informacji na temat wyglądu wnętrz obiektów użyteczności publicznej w Warszawie. Bogatszy materiał informacyjny pochodzi dopiero z lat po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, kiedy rozpoczęto dokumentację i konserwację wnętrz tych budynków. Dodatkową pomocą stały się fotografie z odbywających się w nich rozmaitych wydarzeń i uroczystości. Pojawiły się też pierwsze relacje filmowe.

Konkretnym wyrazem troski o wnętrza obiektów zabytkowych było rozpoczęcie w 1924 r. przez Zakład Architektury Polskiej Politechniki Warszawskiej akcji inwentaryzacyjnej i dokumentacyjnej zabytków Warszawy, prowadzonej pod kierunkiem prof. Oskara Sosnowskiego. Brali w niej udział pracownicy i studenci, a wyniki prac okazały się nieocenione przy rekonstrukcji obiektów po zniszczeniach pierwszej wojny światowej, a wręcz bezcenne po drugiej wojnie światowej. Wciąż jednak prace dokumentacyjne dotyczyły znaczących realizacji, wspaniałych gmachów użyteczności publicznej, powstałych w dwudziestoleciu międzywojennym. Dwa z nich były autorstwa Mariana Lalewicza, które w swej oryginalnej formie i z oryginalnym wnętrzem przetrwały do dziś. Zajęte przez okupacyjne władze niemieckie w czasie drugiej wojny światowej nie zostały zniszczone ani nawet przerobione. Dotyczy to budynku Banku Rolnego przy ul. Nowogrodzkiej i gmachu Dyrekcji Kolei Państwowych przy Targowej 74. Bank Rolny przy ul. Nowogrodzkiej został wzniesiony w końcu 1927 r. Współpracowali przy nim także architekci Tadeusz Pluciński i Mieczysław Popiel, rzeźbiarka Janina Broniewska oraz autor polichromii Jan Goliński. Wnętrza na pierwszym poziomie i reprezentacyjny salon zachowały się do dziś. Z kolei budynek Dyrekcji Kolei Państwowych, zbudowany na miejscu Dworca Petersburskiego i wyposażony w piękne wnętrza w duchu sztuki art déco, odpowiadał potrzebom i upodobaniom młodej odrodzonej państwowości (zob. „Spotkania z Zabytkami”, nr 5-6, 2019, s. 42-46). W latach drugiej wojny światowej mieściły się w nim urzędy okupacyjne, a w 1944 r. znalazły tymczasową siedzibę polskie władze miejskie i nowo mianowany prezydent Warszawy Marian Spychalski.

Innym, wzniesionym w latach 1925-1930 przez Mariana Lalewicza obiektem, który zachował się do dziś, jest Instytut Geologiczny; część od ul. Wiśniowej mieszcząca Muzeum Geologiczne przetrwała w swej oryginalnej formie.

Ciekawym zespołem z lat tuż przedwojennych są Wyścigi Konne na Służewcu. Na terenie blisko 100 ha, oprócz toru wyścigowego, stajni, zabudowań gospodarskich, znajduje się budynek trybuny honorowej. Autorem jego projektu był architekt Zygmunt Plater- -Zyberk przy współpracy znakomitych architektów − Juliusza Żórawskiego i Janusza Alchimowicza. Obiekt, użytkowany do dziś, zachował się w swej pierwotnej formie wraz z wnętrzem.

Osobnym tematem są wnętrza warszawskich kawiarni, restauracji i barów. Te nie były dokumentowane. Dekoracje wnętrza „Małej Ziemiańskiej” z malowidłami Wacława Borowskiego i Tadeusza Gronowskiego znamy z czarno-białych zdjęć warszawskiej bohemy tamtych lat. Podobnie wnętrza kawiarni w Instytucie Propagandy Sztuki, ozdobione freskami Feliksa Topolskiego, czy sąsiedzkiej „Sztuki i Mody”, z prostymi meblami i kameralnym oświetleniem zaaranżowanym przez właścicielkę Zofię Raczyńską-Arciszewską. Żadne z wnętrz tych lokali nie przetrwało wojny, podobnie jak wnętrza kawiarni w hotelach – „Europejskim”, „Polonii” czy „Bristolu”. Zachowały się jedynie relacje, opisy, fotografie.

Odbudowująca się Warszawa miała wiele twarzy. Nowa architektura proponowała nowe wnętrza. Dotyczyło to dużych, reprezentacyjnych założeń, ale też nieco skromniejszych i tych bardzo małych, jak kiosk „Ruchu” na Mariensztacie przy ul. Bednarskiej 20a. Spróbujmy dokonać ich podziału i wstępnej systematyzacji, poczynając od miejsc i wnętrz najczęściej odwiedzanych, a więc budynków związanych z komunikacją. Do niedawna były to budynki dworców kolejowych, a od 25 lat także stacje Metra – indywidualnie projektowane, jak np. wnętrza (wraz z liternictwem) stacji II linii, zaprojektowane w latach 2007-2012 przez Wojciecha Fangora. Do dziś zachowała się znaczna część wnętrz Dworca Gdańskiego, ale jego pierwotny, oryginalny wystrój można oglądać jedynie na filmie Rozwodów nie będzie z 1964 r. Budynek dworca lotniczego na Okęciu też jest całkowicie inny niż ten wzniesiony w 1968 r., z oryginalnymi wnętrzami autorstwa architektów Jana i Krystyny Dobrowolskich.

Dość pokaźną grupę stanowią wnętrza ministerstw, rządowych instytucji i banków, które choć w większości są pod dobrą opieką, jednak i one mogą być narażone na niekorzystne zmiany i przekształcenia.

Kolejną grupę stanowią sklepy, poczynając od dużych domów towarowych. Były to w Warszawie tzw. PDT-y (Powszechne Domy Towarowe). Szczególnie interesującą dekorację malarską miał PDT na Woli, a we wnętrzach PDT-u przy ul. Jagiellońskiej znajdowały się pełnoplastyczne rzeźby, podobnie w „Delikatesach” w CDT w Alejach Jerozolimskich. Wystrój tych wszystkich wnętrz zniknął, a domy towarowe zastąpione zostały przez galerie handlowe. Jedynym wyjątkiem jest dom handlowy „Merkury” na Żoliborzu, z zachowanymi fragmentami ceramicznych mozaik w pomieszczeniach przyziemia. Znajdujące się w galeriach handlowych sklepy, apteki czy np. banki należą przeważnie do określonej sieci. Ich wyposażenie oraz kolorystyka i oświetlenie są ściśle określone. Może warto już teraz dokumentować styl „Krakowskiego Kredensu”, pijalni czekolady „Wedla”, „Wawela” czy cukierni Bliklego, bo wnętrza zagranicznych firm, np. „Douglasa” czy „Sephory”, w każdym miejscu kuli ziemskiej wyglądają tak samo.

Wyposażenie sklepów rozmaitych branż było bardziej lub mniej kompleksowe. W niektórych sklepach spożywczych mógł to być mozaikowy lub malarski fryz nad półkami, dekoracyjne panneau, specjalnie zaprojektowane kosze (nawet z wikliny) na produkty, oświetlenie (przeważnie górne). W sklepach Centrali Rybnej dominowały elementy morskie, motyw rybackich sieci i kolory w błękitnej tonacji (również płytek ceramicznych). W sklepach mięsnych ściany były na ogół wyłożone białymi ceramicznymi płytkami. Posadzki w większości wnętrz sklepowych były wykonane z lastryka albo z kawałków granitu, czasem marmuru. W wielu reprezentacyjnych obiektach były też specjalnie odkuwane bloki. Sklepy tekstylne obowiązkowo miały solidne drewniane lady i głębokie półki do ułożenia na nich bel z materiałami. Wysokie sufity były w sklepach sprzedających dywany, firanki i zasłony do okien.

Sklepy optyczne miały zwykle indywidualnie zaprojektowane meble z niewielkimi szufladkami i witrynami na oprawki okularów, a sklepy z biżuterią opatrzone neonem „Jubiler” na ogół wyposażone były w lustra i specjalne oświetlenie, dodające blasku sprzedawanym towarom. Przetrwało ich kilka w Warszawie, ale we fragmentach.

Osobną grupą sklepów były sklepy na MDM, nazywane sklepami luksusowymi. Poza dwoma lokalami zachowanymi w niemal pierwotnym stanie, reszta przestała istnieć. Specjalnie projektowano do nich drewniane półki, lady, boazerie. Indywidualnie była zaprojektowana „Cepelia” na MDM z witryną z kutego żelaza, z meblami. Miała też małą salkę przeznaczoną na zabawę dla dzieci, przychodzące z rodzicami po zakupy. W październiku 2020 r. „Cepelia” przestała istnieć, a wraz z nią sklepy urządzane przez warsztaty stolarskie należące do tej zasłużonej spółdzielni. Zniknęły sklepy „Cepelii” przy Kruczej, Grójeckiej i mały lokal przy Krakowskim Przedmieściu. Jedyny zachowany – na Rynku Starego Miasta w porę został przekształcony na Dom Sztuki Ludowej Pol- Art i w porę wpisany do rejestru zabytków, stanowiąc jedyny w Warszawie przykład oryginalnego wyposażenia przez wiele lat niedocenianej, niestety, spółdzielni „Cepelia”.

Kategorie sklepów można by mnożyć. Zachowało się jeszcze kilka sklepów z gospodarstwem domowym, należących do Spółdzielni Spożywców „Społem”. Nie wyróżniają się one jednak indywidualnym designem, lecz raczej doborem oferowanych produktów i sposobem ich eksponowania. Podobny klimat miały apteki-sklepy zielarskie spółdzielni „Herbapol”, a w wielu z nich w oryginalnie zaprojektowanych wnętrzach znajdowały się mozaiki i reliefy. Zabytkowe apteki również odchodzą do historii, ale nie wolno tracić nadziei, że jedyna zabytkowa apteka, z meblami z połowy XIX w., znowu będzie wyposażona w neogotyckie meble i przestanie być „domem palmy”. Warszawskie kina, te z dużymi widowniami lub mniejsze (osiedlowe), miały w większości podobną strukturę, ale foyer i sale widowni z dobieranym do ścian kolorem obić foteli czy rodzajem stolarki były projektowane indywidualnie. Niestety, wiele z tych kin nie przetrwało inwazji multipleksów, w niektórych powstały markety, jak w kinie „Femina” – „Biedronka”. Pozostało jednak w Warszawie kilka kin, które zachowały oryginalne wyposażenie przynajmniej foyer (np. kino „Luna”), a także elementy widowni – artykulację ścian, koloryt, mimo zmian zgodnie z wymogami przeciwpożarowymi. Są też kina z całkowicie przetrwałym wnętrzem – „Muranów” i „Stolica” (po konserwacji kino „Iluzjon”) oraz te przekształcone na teatry („Teatr WARSawy” z kina „Wars” na Nowym Mieście i „Och-Teatr” z kina „Ochota” przy ul. Grójeckiej). Kolejną kategorią są lokale gastronomiczne – restauracje, kawiarnie, bary szybkiej obsługi, bary kawowe oraz ostatnio bary mleczne.

Restauracje i kawiarnie warszawskie mają już dziś bogatą literaturę. Wiele z nich było indywidualnie projektowanych, nawet w zależności od serwowanego menu. Inne elementy zdobnicze znalazły się w restauracji rybnej „Mesa” przy ul. Puławskiej, a inne w restauracji „Dzik” z kuchnią myśliwską. Bardzo wiele z nich przestało istnieć, wiele zmieniło wystrój. Wraz ze zmianą przeznaczenia lokali użytkowych wnętrza są najbardziej narażone na zmiany, często nieodwracalne, a w wielu sytuacjach na zniszczenie. Nie zawsze są to zmiany konieczne, w wielu wypadkach można coś ocalić, coś włączyć w nowy wystrój. Nie zawsze trzeba wymieniać zabytkowe drzwi czy choćby klamki, zmieniać podziały stolarki okiennej, usuwać kraty maskujące grzejniki. Lampy niegdyś oświetlające sklep mogą się okazać ciekawym elementem w nowej kawiarni.

Wybrane poniżej lokale użytkowe z lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XX w. ze Śródmieścia zachowane w całości bądź we fragmentach i te, które do niedawna jeszcze istniały, mogą stanowić punkt odniesienia do podobnych obiektów w innych dzielnicach Warszawy. Te, które przetrwały, nie wszystkie znajdują się w budynkach wpisanych do rejestru zabytków, co skutkuje większym ryzykiem ich utrzymania.

Salon Kosmetyczny (dawniej „Warszawianka”) IZIS przy ul. Marszałkowskiej 55/73 został otwarty w 1954 r. w lokalu na rogu ulic Marszałkowskiej i Wilczej (MDM). Działa do dzisiaj. Na budynku nad wejściem znajdują się neony z lat sześćdziesiątych informujące o działalności firmy (Lecznica, Kosmetyka IZIS). Był to najelegantszy salon kosmetyczny (niegdyś nazywany „Salonem Urody”) w Warszawie. Mieści się na parterze, w przestronnych, wysokich pomieszczeniach i w niższych, mniejszych na pierwszym piętrze. Do wnętrza prowadzi niewielki przedsionek utworzony z przeszklonej ściany pełniącej funkcję witryny i dwojga drzwi.

We wnętrzu na parterze ściany są wyłożone prostokątnymi płytami brązowego marmuru, marmurowa jest też posadzka. Niegdyś w poczekalni stał okrągły drewniany stół, teraz jest na parterze w sklepie wraz z niskim metalowym stoliczkiem z okrągłym mozaikowym blatem. Z parteru prowadzą schody na pierwsze piętro. Ściany klatki schodowej wyłożone są brązowym marmurem, dodatkowym elementem zdobniczym jest ręcznie kuta krata.

Dawna kawiarnia „Stylowa” przy ul. Koszykowej 34/50 została urządzona wraz z innymi sklepami i lokalami gastronomicznymi we wczesnych latach pięćdziesiątych XX w., wkrótce po oddaniu części mieszkalnych budynków na MDM. Mieściła się w części narożnej budynku przy ulicach Marszałkowskiej i Koszykowej. Po latach działalności jako kawiarnia „Stylowa” w końcu lat siedemdziesiątych XX w. była już kawiarnią i lodziarnią HORTEX-u. Następnym najemcą była firma Jachacy i lokal otrzymał oryginalny wystrój. Obecnie w zmienionym wnętrzu mieści się klub hardrockowy. Oryginalne wnętrze składało się z obszernej sali ze stolikami, a przez pewien czas było tam także pianino i często w godzinach popołudniowych i wieczornych gościom towarzyszyła muzyka. Nad główną częścią kawiarni rozpościerał się kasetonowy strop. Na ścianie naprzeciwko okien znajdowała się wąska antresola ze stolikami. Niewielkie balkony wystawały nieco ponad salą główną. Charakterystycznym elementem tego wnętrza była kolorowa kolumna znajdująca się przy schodach prowadzących na piętro. Oplatały ją jaskrawozielone liście i ciemne kiście winogron ze złotymi wstęgami.

Od lipca 2013 r. nie istnieje już sklep z porcelaną, szkłem i kryształami przy ul. Pięknej 28/34. Powstał w 1954 r. Został oryginalnie zaprojektowany na dwóch poziomach. Do wnętrza, na części ścian, były specjalnie opracowane półki i boazerie. Oświetlenie stanowiły ceramiczne żyrandole.

Do lutego 2021 r. przy ul. Pięknej 28/34, bliżej ul. Marszałkowskiej, działał sklep z obuwiem. Obecnie jest tu restauracja. We wnętrzu zachowała się posadzka z biało- -czarnych ceramicznych płytek, podwieszony sufit, i ściany z kwadratowych luksferów, stanowiące rodzaj przedsionków.

Całkowicie zachowało się wnętrze sklepu optycznego przy ul. Pięknej 34/50. Zaprojektował je w 1968 r. Stanisław Miedza-Tomaszewski, o czym informuje mosiężna tabliczka na dolnej ramie obrazu przedstawiającego widok Krakowskiego Przedmieścia w Warszawie. W aranżacji ścian dominuje drewno w złocistym, ciepłym kolorze. Z drewna wykonane są też małe szufladki z prostymi stalowymi uchwytami, umieszczone na ścianie naprzeciwko okien. Ponad nimi znajduje się otwarta podświetlona gablotka, biegnąca wzdłuż całej ściany, przeznaczona na ekspozycję oprawek okularowych. Oświetlenie górne stanowią proste lampy, dające punktowe światło. Na obrazie po prawej stronie od wejścia, przedstawiającym Krakowskie Przedmieście, wszystkie postacie mają na nosach okulary, co jest reklamą sklepu, a także ilustruje maksymę – wiersz Franciszka Kowalskiego, dziewiętnastowiecznego poety, sławiącą dobrodziejstwa okularów. Autorem obrazu jest Stanisław Miedza-Tomaszewski (1913-2000), malarz, rysownik, ilustrator, architekt, którego losy wojenne posłużyły do ekranizacji filmu Umarłem, aby żyć.

Na pl. Konstytucji 5, nad sklepem niegdyś sportowym, znajduje się neon z koszykarką rzucającą piłkę. Z wyposażenia i urządzenia wnętrza tego sklepu zachowała się jedynie posadzka, schody wiodące na piętro i balustrada.

W innej części Warszawy, na Mirowie, przetrwało wnętrze dawnej kawiarni „Mirowianka”. Obecnie jest to restauracja „San Lorenzo” w al. Jana Pawła II 36. Zajmuje ona dwie sale na parterze i dwie na drugiej kondygnacji. Kasetonowy sufit w części ze schodami jest bardzo wysoki (około 10 m), tam też naprzeciwko okna znajduje się prostokątny murowany kominek, pomalowany na szary kolor. Po prawej stronie od kominka umieszczone są schody prowadzące na piętro. Ich stopnie wykonane zostały z szarego lastryka, a balustrada z kamiennych tralek podtrzymujących profilowaną szeroką poręcz z wypolerowanego granitu w kolorze zielonkawoszarym. Szczególnie piękne w części parterowej restauracji są posadzki z szarego lastryka z wzorami w innych kolorach. Zachowały się też oryginalne, kute ręcznie z żelaza osłony na kaloryfery.

Sklep rybny (Centrala Rybna) przy ul. Anielewicza 3/5 istniał już w 1960 r. i działa nieprzerwanie do dziś. Wewnątrz ściany obłożone są błękitnymi płytkami ceramicznymi o wymiarach 15 x 15 cm. Przy oknie wystawowym po prawej stronie od wyjścia ze sklepu został wbudowany basen wyłożony ceramicznymi płytkami, przeznaczony na żywe ryby.

W budynku mieszkalnym przy ul. Rozbrat 10/14, zbudowanym w 1939 r. w ramach funduszu emerytalnego „Fabryczna”, niewielki lokal na parterze zajmuje kwiaciarnia. Budynek, uszkodzony w czasie ostatniej wojny, odbudowany został we wczesnych latach pięćdziesiątych XX w. z przejściem bramnym na ul. Jezierskiego. Z tego czasu pochodzi ten mały lokal użytkowy. Zachowały się kute elementy przy drzwiach wejściowych i posadzka z jasnobeżowych i brązowych płytek ceramicznych w kształcie gorsecików.

W sklepie z odzieżą damską w al. Jana Pawła II 32 zachowała się posadzka z małych kwadratowych płytek w kolorach beżowym i czarnym, ułożonych w krzyżykowy wzór. Na ścianie naprzeciwko okna, na wysokości około 2,5 m od posadzki, znajduje się fryz z przedstawieniem zwierząt leśnych i domowych.

Jeszcze kilka słów na temat zabytkowych wnętrz lokali na Starym i Nowym Mieście w Warszawie. Wiele z nich zostało bezpowrotnie zniszczonych, jak np. sklep mięsny przy Piwnej czy wnętrze biura turystycznego „Stare Miasto” przy Świętojańskiej 25, a w dużej mierze wnętrza restauracji „Bazyliszek” i „Krokodyl”. Wiele jednak zachowało pierwotny stan, mimo iż zmieniło użytkownika. Przetrwało wnętrze restauracji „U Barssa” zajmującej dawny sklep filatelistyczny, z dekoracją malarską w dwóch salach na piętrze, z ręcznie kutą kratą autorstwa Jerzego Grunwalda, z drewnianymi schodami wewnątrz. Oryginalne są też wnętrza Muzeum Literatury i Dom Kultury.

Na koniec można zaryzykować stwierdzenie, że wnętrze jest tym, czym koszula dla ciała. To jest ta pierwsza przestrzeń działania. Zabytkowe, oryginalne wnętrze sklepu, kawiarni, apteki, banku czy poczty jest nośnikiem wartości zarówno materialnych, jak i niematerialnych, przekazuje wiedzę o życiu codziennym, o kulturze materialnej i niematerialnej. Najszybciej i najłatwiej podlega zmianom, jest narażone na zniszczenie. Programy edukacyjne i oferty turystyczne odnoszą się często do tzw. grup rekonstrukcyjnych, ale jak ocenić wartości materialne, artystyczne i historyczne wnętrz? Czy można je ocalić od zniszczenia? A gdy zmiany są konieczne, jak je zaaranżować, aby nie stracić ich walorów? Jak przekonać właścicieli i użytkowników wnętrz, że można połączyć rozmaite style? Te i wiele innych pytań staje przed nami, ale jeśli je właściwie postawimy, to jest duża szansa, że otrzymamy pozytywną odpowiedź i zdołamy ocalić to wyjątkowe dziedzictwo.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj