0.6 C
Warszawa
niedziela, 4 grudnia, 2022

Most Czerniakowski

Autor: Robert Marcinkowski

Tak, tak, most Czerniakowski – i to w Warszawie. To nie pomyłka i nie przejęzyczenie. Taki most był. Istniał dość krótko, a na dodatek nie mamy pewności, czy tak właśnie się nazywał… Najprawdopodobniej żadnej oficjalnej nazwy nie miał, ale jak inaczej można mówić o moście, który łączył Czerniaków z pograniczem Saskiej Kępy i Gocławia?

Zacznijmy jednak od początku. Prezentowane w tym tekście zdjęcia są w większości dobrze znane. Widać na nich most pontonowy, jak głoszą podpisy, przerzucony pomiędzy Warszawą lewobrzeżną a Pragą. Wycofujący się latem 1915 r. Rosjanie wysadzili w powietrze wszystkie warszawskie mosty. Niemcy od razu po zajęciu miasta przystąpili do ich odbudowy. Niezależnie od prowadzonych prac przy zrujnowanych obiektach zbudowali kilka innych, mniej lub bardziej tymczasowych. Były to zarówno mosty na palach, jak i pływające, zwane także pontonowymi, a to za sprawą tzw. pontonów (zazwyczaj stalowych pływaków), na których mocowano przęsła układające się w jednolitą nawierzchnię. Z taką właśnie konstrukcją mamy do czynienia w omawianym przypadku.

Warto dodać, że zarówno mosty na palach, jak i pontonowe z zasady pomyślane były na bardzo krótki czas. Liczono się nawet z tym, że mogą nie przetrwać zimy następującej bezpośrednio po budowie takiego mostu. Spiętrzone zwały lodu mają wszak moc zniesienia niejednego murowanego obiektu, o wiele solidniejszego niż drewniany most, zbudowany choćby z najgrubszych i najbardziej wytrzymałych bali. Inaczej sprawa miała się w przypadku mostów pontonowych – te były jeszcze bardziej efemeryczne. Z założenia miały funkcjonować jedynie w ciepłej porze roku. Gdy tylko pojawiały się pierwsze przymrozki, demontowano je, chroniąc tym samym przed zniszczeniem, jakie mogła spowodować postępująca w dół rzeki kra.

Oglądając zarówno pocztówki prezentowane w niniejszym artykule, jak i inne ujęcia z okolic tego mostu, większość odbiorców stara się podświadomie umieścić go w jakimś konkretnym miejscu na planie Warszawy. Prezentowany tu obiekt był zazwyczaj fotografowany z warszawskiego brzegu. Nie powinny zatem dziwić widoczne w tle, na brzegu praskim, gęste zarośla, krzaki i drzewa, bowiem do czasu I wojny światowej zabudowa po praskiej stronie była dość skromna w porównaniu z tym, co działo się na brzegu lewym. Na zdjęciach sprzed 1920 r. widać ją w zasadzie tylko w okolicach kościoła św. Floriana.

Kolejną cenną wskazówką co do identyfikacji położenia prezentowanego tu mostu może być ustalenie, w jakim stosunku pozostawał on do jednej z trzech istniejących wówczas przepraw, a mianowicie: mostów pod cytadelą, mostu Kierbedzia i w końcu mostu im. Księcia Józefa Poniatowskiego. W artykule tym prezentujemy jedno z rzadszych ujęć [fot. 1],

na którym w tle majaczy zerwany ostatni z wymienionych powyżej mostów. Skoro zatem widać go daleko w tle, a po prawej stronie mamy porośnięty krzakami brzeg, to nasz obiekt znajdował się bardziej w górę rzeki, być może w okolicy poprzedniego mostu tymczasowego wzniesionego na palach, któremu kres przyniosła zapewne zima 1915/16. To, że ów most na palach przestał istnieć jeszcze przed wyjściem z Warszawy Niemców, jesteśmy w stanie ustalić na podstawie pocztówek i zdjęć posyłanych pocztą przez niemieckich żołnierzy w rodzinne strony. Data stempla pocztowego jest tu jednoznacznym dowodem. Most ów znajdował się mniej więcej naprzeciwko kościoła na Solcu. Może zatem nasz most pontonowy powstał w jego bezpośrednim sąsiedztwie?

Na jednym z ujęć, wykonanych z dalszej odległości [fot. 2],

widać ruch na moście. Jadą po nim nieliczne furmanki, przemierzają go piesi, prowadzone są po nim niezaprzęgnięte konie, a wszystko spowija delikatna mgła dżdżystego popołudnia. Najważniejszy na tym zdjęciu jest jednak pierwszy plan. Otóż mamy tu coś na kształt sztucznej zatoczki, ocembrowanej grubymi palami, na których położono deski. Miały one chronić pale od góry przed wilgocią, a tym samym przed zbyt szybkim gniciem. Jeden z boków zatoczki dochodzi do brzegu Wisły pod nienaturalnym (w przyrodzie) kątem prostym. Sama forma zatoczki przywodzi na myśl wejście do Portu Czerniakowskiego, który jakiś czas temu został zaopatrzony w wielkie stalowe wrota uniezależniające ten akwen od poziomu wody w samej Wiśle. Zwróćmy też uwagę, że wyraźnie widać obłożone polnym kamieniem brzegi, tak charakterystyczne właśnie dla okolic Portu Czerniakowskiego. W zasadzie wszystko mogło by się zgadzać – i samo rozumowanie, i obiekt, i miejsce – ale… No właśnie, diabeł tkwi w szczegółach. A jeden z tych szczegółów, dość istotnych, jest taki, że kiedy budowano Port Czerniakowski, to od razu z myślą o konstrukcji i naprawie statków (była tam stocznia) oraz ich zimowaniu. W jaki zatem sposób duże jednostki miałyby się przeciskać przez takie wąskie gardło jak to widoczne na pocztówce nr 2? Niektóre zagadki lubią rozwiązywać się same. Otóż pewnego razu autorowi wpadł w ręce plan Stacji Pomp Rzecznych przy ulicy Czerniakowskiej [fot. 3],

na którym od razu rzuciło mu się w oczy kilka sztucznych zatoczek. Niektóre z nich służyły do osłaniania tzw. smoków – wielkich stalowych czerpaków pobierających niegdyś wiślaną wodę. Na marginesie dodajmy, iż o zdjęcie takiego smoka wcale nie jest trudno. Kilka lat temu, przy niskim stanie wody, jeden z nich pojawił się niespodzianie na powierzchni. Wiele osób wykonało wówczas fotografie, które są dziś powszechnie znane i łatwe do odnalezienia w Internecie. Wracając jednak do zatoczek – po ich kształcie dało się wytypować potencjalnie dwie, przy których mógłby być przerzucony omawiany tu pontonowy most. Są to zatoczki nr I i II. Ale jak wyznaczyć tę właściwą? Obecnie zatoka nr I nie istnieje, a zatoka nr II znajduje się na niedostępnym dla postronnych terenie Stacji Pomp Rzecznych, która – będąc obiektem strategicznym i nieodzownym dla prawidłowego funkcjonowania Warszawy – jest pilnie strzeżona. Poza tym, co widać na miejskim serwisie mapowym, po 2015 r. ruszyła modernizacja nabrzeża, wiążąca się także z gruntowną przebudową zatok. Jak zatem prawidłowo rozpoznać i potwierdzić miejsce położenia mostu? Z pomocą przyszły stare zdjęcia, ukazujące prócz samego mostu drugi brzeg rzeki [fot. 4, 5, 5a],

na którym dostrzec można dość spory jak na tę okolicę jasny, piętrowy obiekt ze skośnym dachem. Wokół raczej nie widać innej zabudowy. Szczęśliwie dla nas okolica ta niewiele zmieniła się od czasów carskich do ostatniej wojny. Zwarta zabudowa willowa Saskiej Kępy kończyła się nieco dalej na północ, a na interesującym nas terenie była sielska podwarszawska wieś – aż do lat 60. XX w., kiedy to wkroczyły tu gomułkowskie osiedla mieszkaniowe. Skoro tak, to na ortofotomapie z 1945 r. powinien być widoczny stojący blisko Wisły budynek o gabarytach takich jak ten na pocztówce. Wiedziony tą myślą autor zaczął przeglądać na stronie miejskiej dostępne materiały kartograficzne i… udało się! Idealnie pasujący dom [fot. 6, 7]

znajdował się jeszcze po wojnie na rogu ulic Wersalskiej i Wału Miedzeszyńskiego, tam gdzie obecnie stoi stacja benzynowa. Na zdjęciu lotniczym nie ma on co prawda dachu, ale to i lepiej, ponieważ dzięki temu dostrzegamy dwie najgrubsze ściany nośne, w których zapewne były poprowadzone kominy widoczne na pocztówce. Rozstaw kominów z pocztówki i ścian nośnych ze zdjęcia lotniczego jest taki sam. Poza tym w pobliżu nie ma innych większych zabudowań. Dzięki potwierdzeniu lokalizacji budynku zza Wisły można było precyzyjnie określić położenie samego mostu. Otóż przerzucono go w bezpośrednim sąsiedztwie zatoczki nr II [fot. 8 i 9].

Tym sposobem kolejna zagadka warszawska została rozwiązana.


Sytuację topograficzną zilustrowano na zrzutach ekranowych pochodzących z miejskiego serwisu mapowego: https://mapa.um.warszawa.pl/mapaApp1/mapa?service=mapa. Plan Stacji Pomp Rzecznych, pochodzący z książki pt. Wodociągi i kanalizacja 1886-1936, Warszawa 1937, zaczerpnięto ze strony: www.warszawa1939.pl. Wszystkie pozostałe pocztówki i zdjęcia pochodzą z prywatnej kolekcji autora.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj