7.4 C
Warszawa
niedziela, 25 września, 2022

Warszawskie „Koloseum”

Il. za: A. Sokołowski, „Dzieje porozbiorowe narodu polskiego ilustrowane”, t. 2 [1904]

W końcu wieku XVIII rzymskie amfiteatry oraz związane z nimi walki dzikich zwierząt były już tylko jakże odległym wspomnieniem. Tymczasem Warszawa zyskała nowy gmach i idącą za tym specyficzną rozrywkę. W 1776 r. na skrzyżowaniu ulic Brackiej i Chmielnej wyrósł ogromny amfiteatralny budynek, jakiego wcześniej Syreni Gród nie widział. Już sama konstrukcja obiektu budziła zachwyt, ale i ciekawość, tym bardziej że „cudo” nazwano Szczwalnią. Całość była zbudowana z drewna; zewnętrzne ściany pozbawione były otworów okiennych. Do głównego korpusu przylegały niewielkie przybudówki kryjące schody na wyższe kondygnacje. Konstrukcja, będąca być może projektem Ephraima Schrögera, była wzorowana na podobnym budynku wiedeńskim. Na arenie warszawskiego „Koloseum” urządzano walki zwierząt, co dziś, jakże słusznie, uznawane jest za godne najwyższego potępienia. Nad widownią znajdowało się zadaszenie, kryte gontem. W nowoczesnym budynku znajdowało się też specjalne miejsce dla najważniejszych gości – w centralnej części, znajdującej się na osi głównej budynku, umieszczono miejsce dla króla. Delikatny i oświecony Stanisław August wziął udział w tutejszym pokazie jednak raptem dwa razy. Przed „Amphitheatrem”, bo taką nazwę nadano obiektowi, wzniesiono, na planie podkowy, budynki przeznaczone dla pracowników oraz kasy biletowe. Inflantczyk Fryderyk Schulz, bawiący kiedyś w Szczwalni, pozostawił nam opis publiczności, która to miejsce odwiedzała. Jak informował, bywali tu rzeźnicy, kowale, zdeprawowana młodzież i uliczne dziewki. Szerszej publiczności warszawskiej taki rodzaj rozrywki na szczęście nie przypadł do gustu. Na początku XIX w. w budynku o eliptycznym kształcie ulokował się cyrk, a w latach 50. XIX w. obiekt rozebrano.

Hala Mirowska

Pomysł budowy wygodnych i higienicznych hal targowych w Warszawie zrodził się ok. 1880 r.

Bank Handlowy

osiągał niebotyczne obroty, a – co za tym idzie – zyski.

Ulica Ludwika Narbutta

swoją historią mogłaby obdarować niejedną warszawską arterię.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj