9.2 C
Warszawa
środa, 28 lutego, 2024

Zdjęcia lotnicze Warszawy – czy zawsze widzimy to, co widzimy?

Autor: Robert Marcinkowski
Zdjęcie tytułowe: Rok 1945 – zbliżenie na pozostałości Zakładów Amunicyjnych „Pocisk”.

Pytanie postawione w tytule tylko na pozór wydaje się niedorzeczne. Nie każdy jest świadom, że zarówno na mapie, jak i na zdjęciu lotniczym, które wydaje się realnym odzwierciedleniem rzeczywistości, możemy czasami oglądać tę rzeczywistość zmodyfikowaną albo – mówiąc bardziej dosadnie – zmanipulowaną.

Mapy i plany zwykło się postrzegać jako jednoznaczny i solidny kanał przekazu informacji o otaczającym nas świecie. Takie jest bowiem ich podstawowe założenie – odzwierciedlić dany obszar za pomocą umownych symboli, przenieść go na papier i umożliwić odbiorcy poznawanie bez konieczności bycia w terenie. Ten stereotyp jest tak głęboko zakorzeniony, że gdy ktoś dowiaduje się, iż mapa jest niedokładna, ba – niedokładność ta została wprowadzona celowo, zaplanowana i zrealizowana właśnie po to, aby pod płaszczykiem przekazu rzetelnej informacji siać zamęt i dezorientację – jest, mówiąc delikatnie, lekko zdziwiony. Jeśli się jednak głębiej zastanowić, dojdziemy do wniosku, że mapa jest medium jak każde inne – możemy zarówno napisać nieprawdziwe słowa w tekście, jak i nanieść nieprawdziwe informacje na mapę. Celowo. Wyjaśnijmy od razu, że wstępne te rozważania wcale nie odnoszą się do czasów mniej lub bardziej zamierzchłych, kiedy to kartografia, stojąc na niższym niż obecnie poziomie, siłą rzeczy nie była w stanie wykonać tak dokładnych map, z jakich możemy korzystać w czasach nam współczesnych.

O ile w przypadku map można jeszcze zrozumieć i wytłumaczyć sobie to świadome działanie, zmierzające do zafałszowania niesionego przez nie przekazu, o tyle zdjęcia…? Jak można fałszować zdjęcia? Oczywiście wiemy wszyscy o graficznych programach komputerowych, jednakowoż wykorzystywanie ich możliwości kojarzy się raczej z retuszem, podrasowywaniem, usuwaniem delikatnych mankamentów, a nie z manipulowaniem rzeczywistością (!). Mimo tak utartych stereotypów prawda jest jednak inna. Nie można zawsze wierzyć w to, co widzimy na ortofotomapach, zwanych popularnie fotoplanami. Tak było w epoce przedkomputerowej, gdy operowano zdjęciami analogowymi, tak jest i teraz – w dobie wszechobecnej cyfryzacji. Bezkrytyczne przyjmowanie treści niesionych przez zdjęcia lotnicze może okazać się bardzo złudne. Poza tym warto podkreślić, iż zajmiemy się tu okresem, w którym prym wiodły jeszcze zdjęcia analogowe, a ich cyfrowe odpowiedniki zaczynały się dopiero pojawiać lub też w ogóle ich jeszcze nie było.

Utajnianie pewnych informacji w ramach materiałów ogólnie dostępnych jest powszechne w każdym systemie politycznym, zarówno totalitarnym (powojenny komunizm), jak i demokratycznym (Europa Zachodnia). Jest to rzecz, powiedzmy, „normalna” – „chcemy przekazać wam obraz danego obszaru, ale jest kilka miejsc newralgicznych, o których lepiej nie wspominać, a więc damy wam obraz z wyciętymi dziurami/plamami”.

Przyjrzyjmy się, jak cenzurowano po wojnie zdjęcia lotnicze z Warszawy. Poniżej mamy kilka ujęć tego samego terenu z lat: 1976, 1982 i 1987 [Ryc. 1-3].

Na pokazanych powyżej przykładach widać wyraźnie, jak obszar objęty klauzulą tajności powoli się kurczy. Wszystkie „białe plamy” zmniejszają się, a niektóre znikają zupełnie. Taka była ogólna tendencja, począwszy od pierwszych powojennych lat, aż do czasów nam współczesnych. Tendencja polegająca na powolnym luzowaniu polityki utajnień. Były oczywiście odstępstwa od tej zasady podyktowane różnymi okolicznościami. Oto fotoplan z 1945 r., w ogóle nie jest retuszowany… A powstał przecież w okresie skrajnej cenzury. Wszystko wskazuje na to, że był niedostępny dla większości obywateli w całości. Nie było więc sensu wybiórczego maskowania konkretnych obszarów, skoro i tak dostęp do niego mieli tylko nieliczni wybrańcy. To samo z fotoplanem z 1990 r., też jest wolny od ingerencji cenzora. Tu zadziałał najprawdopodobniej inny mechanizm: skończył się komunizm, skończyła się cenzura, więc „z automatu” nie ma ingerencji w treść materiałów kartograficznych. Na to mogła się też nałożyć niejasność i przejściowość przepisów, a także, jak w poprzednim przykładzie, trzymanie całego fotoplanu pod przysłowiowym kluczem. Mogło tak rzeczywiście być. Wskazuje na to fakt, że fotoplan ów został opublikowany stosunkowo niedawno, po wielu latach od pierwotnego opracowania. Zaprezentowano go, jak zresztą wszystkie przytaczane tu przykłady nalotów fotograficznych, w serwisie miejskim na stronie https://mapa.um.warszawa.pl.

To, co opisaliśmy powyżej, to maskowanie, można by przewrotnie rzec: jawne. Niby czegoś nie pokazujemy, niby zasłaniamy i nie dajemy informacji o tym, jaki jest rozkład zabudowy czy infrastruktury miejskiej na danym terenie, niby nic nie widać, ale… No właśnie, ale widać rzecz podstawową: widać, że czegoś nie widać, a więc widać miejsca, gdzie chciano coś ukryć, a to samo w sobie jest już bardzo ważną informacją (!). Zdano sobie z tego sprawę jeszcze przed wojną i od tego czasu stosowano także maskowanie tajne. Brzmi to może nieco dziwacznie, ale jest najbardziej adekwatnym określeniem owej czynności, która w przybliżeniu polega na tym, że dany obszar jest tak zamaskowany, iż nie widać maskowania. Oglądający ortofotomapę nie spodziewa się zatem nawet, że teren, na który patrzy, został poddany cenzurze i coś zostało utajnione. O czym tak naprawdę mówimy, zobrazują przytoczone poniżej przykłady z kilku warszawskich miejsc.

Miejsce I – okolice Łazienek

Co jest wymaskowywane, tzn. usuwane z treści mapy i zastępowane innym fragmentem? Zazwyczaj są to ważne z jakiegoś powodu obiekty związane z ogólnie pojętym bezpieczeństwem narodowym czy z obronnością, a więc z armią. Na początku przyjrzyjmy się jednostce wojskowej, której historia sięga jeszcze czasów carskich. Mamy tu na myśli obszar położony na wschód od południowej części parku Łazienkowskiego, pomiędzy ulicami Podchorążych na południu a 29 Listopada na północy [Ryc. 4.].

Jak widać, w 1945 r. teren pokrywa zabudowa koszarowa niecouboższa niż obecnie. Na późniejszych planach skutecznie zasłaniana białymi lub czarnymi plamami [Ryc. 5.],

a w latach 90. odsłonięta zupełnie [Ryc. 6.]

Jednak we wczesnych latach dwutysięcznych ktoś wpadł na pomysł, aby najważniejsze obiekty w mieście maskować w sposób tajny – i tu zaczyna się przednia zabawa. Spójrzmy na ów teren w 2001 r., oto znikają wszystkie koszarowce, a ich miejsce zajmują jakieś budynki przemysłowe [Ryc. 7.].

Utajniający albo nie był z Warszawy, albo nie pomyślał – a może jedno i drugie – ponieważ to, co miał do ukrycia, ukrył pod tak charakterystycznym obiektem jak zajezdnia autobusowa. I to w dodatku jedyna taka w mieście, bo sąsiadująca z zajezdnią tramwajową. Jednym słowem przekleił on prawie cały kwartał ze Służewca Przemysłowego, przy skrzyżowaniu ulic J.P. Woronicza i Wołoskiej [Ryc. 7a.].

Gdyby ktoś choć trochę dokładniej wertował fotomapę z tego roku pod kątem wywiadowczym, to na pewno zatrzymałby się przy obiekcie tak charakterystycznym i strategicznym zarazem jak zajezdnia. Tym samym skutek maskowania byłby dokładnie odwrotny do zamierzonego. Miejsce to bowiem wcale nie znika w masie innej zabudowy. Wręcz przeciwnie, jest bardzo widoczne, głównie za sprawą charakterystycznych gąsienicowatych kształtów żółtych autobusów miejskich. Z kolei w 2005 r. cały południowy obszar jednostki „porosły” drzewa, a w północnym pojawiła się siatka ulic z niewielkimi kameralnymi kamieniczkami [Ryc. 8 i 8a.].

Z rozszyfrowaniem pochodzenia drzew poszło łatwo – cenzor wziął je z sąsiedztwa [Ryc. 8c.].

Jednak z kwartałem kamieniczek i bliźniaczych willi trzeba było się nieco namęczyć. Po dłuższej chwili przeglądania coraz dalszych okolic trafiamy na domy, które tak naprawdę stoją w sąsiedztwie ul. Dolnej, na południe od parku Promenada, w kwartale ulic: Włoska, Huculska, Konduktorska [Ryc. 8b.].

Potem, od 2008 do 2014 r., ortofotomapę unieczytelniano, rozmywając treść [Ryc. 9.].

Jaki był tego sens? I tak z grubsza było widać wszystkie zabudowania. Mało tego – takie rozmycie było jasną i jednoznaczną informacją: „Uwaga – tu jest coś ważnego”. Pokazywanie rozmytej, acz widocznej treści tak naprawdę nie ukrywało danych miejsc, a wręcz je uwypuklało, zwracając na nie uwagę odbiorcy. Ostatni raz przypomniano sobie o takim maskowaniu w 2018 r. Jak wygląda teren w 2021 r., możemy już dziś bez przeszkód zobaczyć na aktualnym zdjęciu lotniczym [Ryc. 10.].

Plan serwisu miejskiego jest jednak pod tym względem bardziej konserwatywny. Zabudowy z newralgicznych miejsc nie daje nawet obecnie [Ryc. 11.].

Miejsce II – ulica Dolna

Kolejny wymaskowany obszar znajduje się przy ulicy Dolnej pod obecnym numerem 11, obejmującym także teren dwóch sąsiednich posesji o pierwotnych numerach: 9 i 13. Jako że autor pochodzi z Mokotowa, miał okazję bywać dość regularnie w tej okolicy. W latach 90. mieściła się tu jednostka wojskowa, a „oficjalna-szeptana” wersja głosiła, iż stacjonuje tu… orkiestra wojskowa. Twierdziło tak wielu okolicznych mieszkańców, autor pamięta te opowieści. Wersja o nietypowej formacji mocno zapadła w pamięć, szczególnie po odkryciu faktu maskowania całego kompleksu wraz (chyba tylko z „rozpędu”) z pobliskimi kamienicami o numerach: 5a, 15 i 15a oraz kamienicy z sąsiedniej ul. Piaseczyńskiej 59. Znamienny jest fakt, że coś ważnego musiało dziać się w tych zabudowaniach już po upadku komunizmu, bowiem wszystkie PRL-owskie plany niczego nie ukrywają. Najlepszy obraz tej okolicy mamy na zdjęciu z lat 90. [Ryc. 12.].

Dopiero później teren ów zaczęto utajniać, co widać na fotoplanie z 2001 r. Tutaj jednak maskujący wykazał się wyjątkowym brakiem polotu, skopiował bowiem teren przylegający niemalże bezpośrednio do omawianej przez nas parceli [Ryc. 13.].

Na parkingach stoją te same samochody, powtarzają się zarośla oraz garaże, i to trzykrotnie. Widać nawet trzykrotnie ten sam samochód jadący po ulicy Dolnej. To maskowanie jest tak nieudolne, a miejsce tak mało prawdopodobne, że obecnie, znając już po trosze sposoby działania ówczesnych służb, można się zastanowić, czy aby nie była to przypadkiem swego rodzaju potrójna mistyfikacja, tzn. coś zamaskowano, ale tak, żeby teoretycznie nie było widać, że jest zamaskowane. „Teoretycznie”, bo praktycznie zrobiono to w ten sposób, by właśnie dało się łatwo maskowanie to rozpoznać – doprowadzić przeglądającego fotoplan do przekonania, iż ten, co maskował, robił to tak, aby odbiorca nie wiedział, że maskuje, a oglądający go przechytrzył i to odkrył. Odbiorca, niby „rozszyfrowawszy” intencje maskującego, nabierał przekonania, że jest od niego sprytniejszy (i o to właśnie chodziło), tymczasem mogło być zupełnie na odwrót. Tak słabo zamaskowane obiekty mogły być podane do rozszyfrowania niejako „na tacy”, a samo miejsce w terenie, mimo iż zupełnie nieważne, mogło być cały czas monitorowane pod kątem wypatrywania osób interesujących się nim. W ten sposób przy zupełnie nieważnym obiekcie można było ewentualnie wychwycić potencjalnych szpiegów, którzy w przyszłości, interesując się miejscami naprawdę ukrywanymi, mogli poczynić duże szkody rządzącym. Sprytne! Tak czy owak sprawa jest już dziś nieaktualna, bowiem krótko po 2001 r. całość rozebrano, a na oczyszczonym placu zaczęto w 2005 r. wznosić stojący tu dziś apartamentowiec [Ryc. 14 i 15.].

Miejsce III – okolice Filtrów

Przenieśmy się teraz bliżej centrum, w okolicę Filtrów Warszawskich, do kwartału zlokalizowanego pomiędzy ulicami: L. Krzywickiego (pierwotnie Sucha), Koszykową, aleją Niepodległości (dawniej Topolowa) i ulicą Nowowiejską [Ryc. 16.].

Podobnie jak w poprzednim przypadku, tak i tutaj „tradycje” militarne całego obszaru sięgają jeszcze carskich czasów. Jest to ostatnia pozostałość olbrzymich wojskowych terenów z placem musztry, letnimi barakami, cerkwią i lotniskiem (początkowo dla zeppelinów). Kwartał, o którym mówimy, leży w sąsiedztwie wielu innych, na tyle ważnych i strategicznych miejsc, że w czasach komunistycznych zdecydowano o ich zbiorczym zamaskowaniu. Nie bawiono się zatem w pojedyncze maski-plamki, tylko zasłonięto cały ogromny obszar południowego centrum Warszawy [Ryc. 17.].

Spójrzmy na fotoplan z 2001 r. Co widzimy na interesującym nas obszarze? Otóż znikły wszystkie dawne zabudowania koszarowe, a na ich miejscu „wyrosło” dobrze zaplanowane osiedle mieszkaniowe [Ryc. 18.].

Skoro widzimy niskie bloki otoczone bujną zielenią, to najprawdopodobniej mamy do czynienia z kameralnym osiedlem z przełomu lat 60. i 70. Warto zatem poszukać, skąd cenzor „pożyczył” ten fragment Warszawy. Po krótkim przeglądzie terenów bliskiej Ochoty przyszła pora na północny Mokotów. W międzyczasie autor zwrócił uwagę na jedyny zaniedbany obiekt z przeklejonego terenu. Można go dostrzec nieco powyżej prawego dolnego rogu – ma kształt litery „U”, a jego zachodnie skrzydło pozbawione jest dachu. Po zauważeniu tego jakże charakterystycznego budynku identyfikacja była już tylko kwestią czasu. Po krótkich poszukiwaniach okazało się, że jest to stara, zniszczona kotłownia, stojąca niegdyś przy ulicy Łowickiej, rozebrana ok. 2002/2003 r. Obecnie w miejscu tym wznoszą się trzy apartamentowce. Takim oto sposobem kwartał z Mokotowa zrobił karierę w Śródmieściu (dokładnie rzecz biorąc, to jeszcze Ochota, ale intuicyjnie wyczuwamy, że obszarowi temu bliżej do Śródmieścia niż do Ochoty). Warto też zobaczyć, skąd dokładnie pochodzi przeklejone blokowisko – por. ilustracja [Ryc. 18a.].

Kolejne maskowanie miało miejsce w 2008 r. Tym razem z terenu jednostki znikło kameralne osiedle tonące w zieleni, a pojawiły się okazałe gmachy z kilkoma punktowcami na północy [Ryc. 19.].

Wydawać by się mogło, że są to jakieś obiekty użyteczności publicznej, urząd, szpital, szkoła… Założenie okazało się słuszne. Teren ów zidentyfikowaliśmy jako fragment kampusu SGH (Szkoła Główna Handlowa) przeniesiony tu z narożnika ulic Rakowieckiej i alei Niepodległości [Ryc. 19a.].

Nie był potrzebny cały obszar, więc jego zachodnią część z budynkiem głównym po prostu odcięto. Został jednak niewielki fragment tegoż budynku – okazały półkolisty ryzalit wschodniej ściany, który po przycięciu jest słabo identyfikowalny. Kojarzyć się może z jakąś rozbudowaną bramą wjazdową. Oprócz tego na przeklejonym fragmencie znajduje się Państwowy Instytut Geologiczny i, o ironio, inny obiekt wagi państwowej – Sztab Generalny Wojska Polskiego. Widać nie był aż tak ważny, jak jednostka przy Filtrach, skoro posłużono się nim do wymaskowania tejże. Następnie, podobnie jak w innych opisywanych przypadkach, treść starano się rozmywać [Ryc. 20.].

Miało to miejsce w latach 2008-2014 i w 2018 r. W tym ostatnim roku z jakiegoś powodu rozmyto, a więc objęto klauzulą poufności, także teren kwartału na północ od ulicy Koszykowej, graniczący z prosektorium przy ulicy W. Oczki (pierwotnie Wspólnej). Obecnie w okolicy tej nic już nie jest utajniane [Ryc. 21.].

Miejsce IV – bliskie Włochy

Przenieśmy się teraz na obrzeża miasta. Kolejnym, dość dziwnym obszarem jest stara posesja pośród PRL-owskich bloków na Rakowcu. Mamy tu sytuację podobną do poprzednio omawianej, tzn. choć formalnie teren należy dziś do Włoch, bliżej mu raczej do Ochoty (Rakowca). Mowa o ulicy 1 Sierpnia. Tutaj, w sąsiedztwie opuszczonej dziś fabryki Warsowinu, pod numerem 30a mieści się obiekt… No właśnie, co to za obiekt? Otacza go mur z kłębami drutu kolczastego na szczycie, na każdym narożniku jeżą się kamery wycelowane we wszystkie strony. Do 1990 r. nie był ukrywany, dlatego teren, na którym budynek ów stoi, pokazujemy na fotoplanie z tego właśnie roku [Ryc. 22.].

W latach następnych z jakiegoś powodu posesję tę ukrywano. Oto w 2001 r. na miejscu tym pojawił się wysoki blok i dwa niskie pawilony [Ryc. 23.].

Jak się okazało, cenzor nie szukał za daleko. Kawałek osiedla „pożyczył” z pobliskiego skrzyżowania ulic Radarowej i Leżajskiej [Ryc. 23a.].

Przy okazji następnego maskowania, w 2005 r, „stanęły” tu dwa wysokie bloki, jakich niemało w okolicy [Ryc. 24.]

I faktycznie z najbliższej okolicy je „przeniesiono” [Ryc. 24a.].

W kolejnych latach, aż po dzień dzisiejszy, nie stosowano już utajniania [Ryc. 25 i 26.],

ale… no właśnie, konia z rzędem temu, kto wie, co tam się tak naprawdę mieści. Jeśli przespacerujemy się przed tym budynkiem, to zauważymy, że nie ma on żadnych tablic informacyjnych. A wydawałoby się, że każda państwowa instytucja, od osiedlowej biblioteki czy przychodni diagnostycznej po kancelarię sejmu, powinna mieć przed wejściem szyld, na którym jasno byłoby napisane, co też się w danym obiekcie mieści. Jak jednak widać, nie dotyczy to wszystkich przypadków. Jedyną tablicą informacyjną, która się tam swego czasu pojawiła, była plansza mówiąca o… źródle dofinansowania termoizolacji budynku. Wysoki biały mur, szczelna stalowa brama, brak okienka portiera, tajemnicze urządzenie przy bramie migające niebieską diodą, zwoje drutu kolczastego i wszechobecne kamery – wszystko to powoduje, że już na pierwszy rzut oka widzimy, iż nie mamy do czynienia ze zwykłym obiektem.

Miejsce V – Kabaty

Spójrzmy teraz na południowe rubieże stolicy, a konkretnie na Las Kabacki. Tam to, w jego zachodniej części, ulokowała się jednostka wojskowa, której historia sięga czasów jeszcze przedwojennych. W drugiej połowie lat 30. XX w. zaczęto tu, z dala od niepożądanych spojrzeń, wznosić kompleks zabudowań, do którego w 1937 r. przeniesiono działający w Pałacu Saskim, Niemiecki Referat II Oddziału Biura Szyfrów Sztabu Głównego Wojska Polskiego. To w ramach tej instytucji działali polscy kryptolodzy i matematycy rozpracowujący niemiecką maszynę szyfrującą – Enigmę. Wśród nich na szczególne wyróżnienie zasługują trzej wybitni naukowcy: Marian Rejewski, Jerzy Różycki i Henryk Zygalski. W czasie okupacji teren przejęli Niemcy, po wojnie zaś przeszedł on w ręce komunistycznych władz i z początkiem lat 50. XX w. został przekazany formującym się lotniczym strukturom obronnym. Jak widać, został utajniony na długie lata [Ryc. 27 i 28.].

Na fotoplanach pojawił się dopiero po 2016 r., a więc stosunkowo niedawno. Sama instytucja mieści się tu do dziś, jednak pod zmienioną nazwą (Centrum Operacji Powietrznych – Dowództwo Komponentu Powietrznego).

Popatrzmy na kolejne fotoplany i zauważmy, jak zmieniało się podejście do maskowania. Jeśli teren był ważny, zasłaniano go z dużym „zapasem” [Ryc. 28a.]. W czasach późniejszych, po zrezygnowaniu z ogromnych białych i czarnych plam, które z jednej strony maskowały, ale z drugiej przekazywały informację o lokalizacji maskowanych obiektów, zaczęto, jak już wspomnieliśmy wyżej, stosować maskowanie tajne. W omawianym przypadku było to dość proste. Przeklejano po prostu kawałek lasu z sąsiedztwa i obszar stawał się niewidoczny [Ryc. 29.].

Tak uczyniono zarówno w 2001, jak i w 2008 r. Jednak za drugim razem, nie wiedzieć czemu, nie pokryto lasem parkingu, pozostawiając tak charakterystyczny obiekt w nietypowej lokalizacji – w środku lasu. To przeoczenie niweczyło w zasadzie całe maskowanie [Ryc. 30 i 30a.].

W kolejnych latach teren był mniej lub bardziej rozmywany [Ryc. 31.],

aż w końcu odtajniono go zupełnie [Ryc. 32.].

Miejsce VI – Rembertów

Kolejnym ważnym, a tym samym utajnianym miejscem był fragment Rembertowa. Myliłby się jednak ten, kto wiązałby całą sprawę z istniejącym od carskich czasów poligonem artyleryjskim znajdującym się na północny wschód od osady i powstałym przed laty całym garnizonem. Chodziło o teren przy wjeździe od Warszawy przez las, od strony południowo wschodniej [Ryc. 33.].

Zasięg omawianego obszaru jest ogromny. Mogłoby się na nim zmieścić ponad pięć warszawskich Starówek. Pokazujemy go na współczesnym zdjęciu, bowiem te z nielicznych dawnych fotoplanów, które sięgały na tak dalekie przedmieścia, były maskowane [Ryc. 34.].

Sytuacja z retuszem była tu tyle prosta, co podobna to tej z rejonu Kabatów. Otóż wokół było dużo lasów, a omawiany obiekt położony jest pośród nich. Łatwo było zatem przykryć go koronami „pożyczonych” drzew [Ryc. 35 i 36.].

Warto jednak zauważyć, iż w 2001 r. maskujący tak się zagalopował, że usunął drogę dojazdową do miejscowości (ulica Marsa) biegnącą przez las, w którym znajdował się tajny obiekt [Ryc. 35.]. Tak jak autor przypuszczał, drzewa „pożyczano” z niedalekiej okolicy – w obu przypadkach z terenu rezerwatu im. Króla Jana Sobieskiego na rogu ulic Br. Czecha i Korkowej. Miejsca „pożyczek” zaznaczyliśmy strzałkami, wskazując charakterystyczne, powtarzające się plamy zieleni determinowane różnymi gatunkami drzew [Ryc. 35a i 36a.].

Miejsce VII – ulica Mińska i okolice

Pozostając na prawym brzegu Wisły, cofnijmy się do czasów przedwojennych. Okazuje się bowiem, że maskowanie na mapach treści strategicznych nie jest tylko domeną systemów totalitarnych. Maskowanie map czy fotoplanów było, jest i będzie – i warto mieć tego świadomość. Oczywiście w czasach komunistycznych zdecydowanie tego nadużywano. Zawsze jednak niektóre obiekty będą uznane przez aktualny w danym czasie rząd za strategiczne. Z tego powodu unika się zarówno mówienia o nich, publikacji jakichkolwiek informacji, ale też pokazywania ich na zdjęciach lotniczych i mapach.

Teren, o którym będzie mowa, jest bardzo rozległy [Ryc. 37.].

Przed wojną zajmowały go fabryki produkujące głównie na potrzeby wojska, m.in.: zakłady amunicyjne „Pocisk” czy Państwowe Zakłady Inżynierii (PZInż), powołane do istnienia na bazie kilku innych funkcjonujących już przedsiębiorstw, a w działalności swej skupiające się przede wszystkim wokół motoryzacji (samochody, motory, ciągniki, łodzie, statki). W szczytowym okresie działalności PZInż miało sześć oddziałów produkcyjnych. Znajdowały się one zarówno w samej Warszawie, jak i w najbliższych okolicach, by wspomnieć tylko odlewnię stali, fabrykę w Ursusie, fabrykę samochodów na Żeraniu (późniejsze FSO) czy stocznię w Modlinie. Teren widoczny na fotoplanie to w zasadzie dwa duże obszary przylegające do siebie, a rozdzielone ulicą [Ryc. 37. i 38.].

Dlatego omawiamy je razem, zaznaczając jednak osobno na lotniczym zdjęciu. Zwróćmy uwagę, że obydwa graniczą na północy z terenami kolejowymi, a te były maskowane w sposób jawny – zasłonięto je po prostu szarością. Takie sąsiedztwo działa trochę jak w starym przysłowiu o latarni – pod którą „jest najciemniej”. Podświadomie rozumujemy tak: skoro w danej okolicy coś zamaskowano, to pewnie w pobliżu już nic więcej nie ma do ukrycia. I właśnie w takim rozumowaniu jest pułapka. Okazuje się bowiem, że sytuacja jest zgoła odmienna, że – to „jawne” maskowanie ma nas poniekąd zmylić, osłabić czujność, wprowadzić w przekonanie, że jesteśmy świadomi wszystkich ukrytych w tej okolicy obszarów. Zwróćmy też uwagę, że taki wyrafinowany sposób podwójnego maskowania na jednym arkuszu fotoplanu nie pojawiał się później, w powojennych, PRL-owskich czasach. Tam z początku wymaskowywano w sposób jawny, poprzez zakrywanie dużej liczby najróżniejszych obiektów. Zasłaniano nawet takie, które dziś określilibyśmy mianem trzeciorzędnych. Dopiero potem zaczęto stosować maskowanie tajne, rezygnując jednocześnie z jawnego, a na końcu zupełnie zrezygnowano z zasłaniania treści, do czego zapewne przyczynił się rozwój Internetu i popularyzacja zdjęć lotniczych przez różne portale mapowe. Obecnie łatwiej jest oszukać nie poprzez retusz na zdjęciu – to ma pozostać autentyczne; teraz łatwiej jest zmienić sytuację na powierzchni dokumentowanego terenu i w ten sposób zafałszować rzeczywistość. Pamiętamy wszyscy sprawę sprzed ok. 10 lat, kiedy w Grecji przed nalotem lotniczym mającym na celu kartowanie danego obszaru pod względem uprawy oliwek kreatywni Grecy przestawiali z miejsca na miejsce tysiące plastikowych drzewek udających stare oliwne gaje. I nie były to jednostkowe przypadki, a raczej nagminna praktyka. Sprawa się wydała, kiedy urzędnik unijny w końcu policzył, że tereny rzekomo zajęte pod plantacje oliwek są większe niż powierzchnia wszystkich terenów rolnych w tym państwie.

Wracając na Kamionek: o ile maskowany obszar fabryki amunicyjnej jest łatwy do określenia [Ryc. 39. i 40.],

o tyle w przypadku terenu zakładów PZInż nie mamy już takiej pewności. Chodzi o północną granicę omawianego obszaru [Ryc. 41. i 42.].

Autor postarał się zaznaczyć najbardziej prawdopodobny jej przebieg, posiłkując się przy tym niemieckimi zdjęciami lotniczymi z 1943 i 1944 r. Rozwiązaniu całej sprawy nie sprzyja też fakt, iż nie za bardzo można ustalić, skąd wzięto „pożyczone” obszary. Poszukiwania takie jak w przypadku planów powojennych, czyli w promieniu kilku kilometrów od maskowanego zdjęcia, nie dały zadowalających rezultatów. Podobnie sytuacja ma się w przypadku dwóch kolejnych miejsc.

Miejsce VIII – tereny wojskowe przy ulicy Stalowej

Następny przykład dotyczy warszawskiej Pragi. Przenieśmy się na końcowy odcinek ulicy Stalowej (róg Szwedzkiej). Pierwotnie, pod koniec lat 70. XIX w., obszar ten zajmowała ogromna stalownia wzniesiona przez firmę Lilpop, Rau i Loewenstein. Po otwarciu zakładu produkcja ruszyła pełną parą (głównie szyn kolejowych), jednak już po 10 latach została przeniesiona w głąb Imperium Rosyjskiego, a do zwolnionych budynków wprowadziło się wojsko carskie. Urządzono tu warsztaty artyleryjskie. Po I wojnie światowej teren został przejęty przez wojsko polskie, które trzymało go w swych rękach aż do 2000 r. W dwudziestoleciu międzywojennym prowadzono tu prace nad nowymi typami karabinów, a sam teren zaczęto określać mianem zbrojowni. Widać zatem jasno, że utajnienie tego obiektu ze względu na jego strategiczne znaczenie było ze wszech miar konieczne. I tak też uczyniono, zasłaniając go w podobny sposób jak w przypadku poprzedniego miejsca, tzn. obok terenów kolejowych wymaskowanych jawnie zasłonięto „pożyczonym” z innego miejsca obszarem cały duży kwartał między Stalową, Szwedzką, torami w miejscu dzisiejszej alei „Solidarności” i torami w miejscu obecnego marketu [Ryc. 44.].

Wszystko wyglądało bardzo naturalnie – powstał nawet „nowy” odcinek ulicy Równej, po wschodniej stronie ulicy Szwedzkiej [Ryc. 43.].

Jako że po 1945 r. teren dalej pozostawał w rękach wojska, nadal go utajniano. Konwencja była już jednak bardziej toporna – duże białe plamy [Ryc. 45 i 46.].

Po 1989 r. podupadła jednostka przestała budzić większe emocje, aż z nastaniem XXI w. cały teren, silnie zarośnięty drzewami, zdemilitaryzowano [Ryc. 47.].

Zakończyło to ostatecznie 120-letni z górą okres utajniania tego obszaru. Obecnie, po latach zaniedbania, są tu wznoszone nowe obiekty, a część starych, ocalałych zabudowań ma być zrewitalizowana [Ryc. 48.].

Miejsce IX – zabudowania przedsiębiorstw Lilpop, Rau i Loewenstein oraz Gerlach i Pulst (później: Państwowa Fabryka Karabinów)

Ostatnim z zaprezentowanych miejsc będzie teren sąsiadujących ze sobą dwóch zakładów na warszawskiej Woli [Ryc. 49. i 50.].

Pierwszy z nich, należący do firmy Lilpop, Rau i Loewenstein, miał adres od ul. Bema 65, zajmował jednak bardzo rozległą parcelę, sięgającą na wschód aż po ul. Ordona. Dziś przez jego środek biegnie aleja Prymasa Tysiąclecia. Ocalały jedynie dwa budynki biurowe, stojące najbliżej ulicy Bema. Reszta przestała istnieć, głównie w wyniku działań ostatniej wojny. Fabryka była retuszowana na fotoplanach z racji asortymentu produkcji, który – na pierwszy rzut oka bardzo różnorodny – skoncentrowany był jednak w dużej mierze wokół transportu kołowego i szynowego, co było (podobnie jak w przypadku omawianego wyżej przykładu PZInż) bardzo istotne z punktu widzenia wojska. Strategiczność instytucji wzrosła jeszcze bardziej z chwilą, kiedy rozpoczęto tu produkcję luf do dział artyleryjskich.

Drugim z przedsiębiorstw była Państwowa Fabryka Karabinów, mająca adres od ul. Dworskiej 29/31 (ob. ul. Kasprzaka). Pierwotnie zakład należał do Tow. Fabryki Maszyn – Gerlach i Pulst. Założono go w 1898 r. Produkcja, podobnie jak i sąsiedniego zakładu: Lilpopa, Raua i Loewensteina, była bardzo różnorodna. Wspomnijmy tu tylko kilka produktów z bogatej oferty zakładu, sprzed 1914 r., na którą składały się min.: frezarki, tokarnie, przebijarki, młoty parowe, heblarki, prasy hydrauliczne, wały wiertnicze, maszyny do produkcji w innych fabrykach (m.in. stoczniach, zakładach konstrukcji parowozów, hutach) oraz maszyny specjalne do wyrobu broni. Ostatni z działów w czasie I wojny światowej rozwinęli Niemcy, a następnie w dwudziestoleciu międzywojennym linię tę kontynuowali Polacy. Wtedy to zakład wyspecjalizował się, zmieniając jednocześnie nazwę na „Państwową Fabrykę Karabinów”. I dlatego, rzecz jasna, był utajniany. Część zabudowań przetrwała niemiecką okupację i nawet została po niej zaadaptowana na komunistyczne przedsiębiorstwo pod nazwą: Fabryka Wyrobów Precyzyjnych im. gen. Świerczewskiego [Ryc. 51.].

Zakład – mimo iż wraz ze wszystkimi oddziałami zatrudniał ponad 10 tys. osób – nie przetrwał próby czasu. Upadł po 1989 r. Większość zabudowań rozebrano ok. 2006-2007 r. [Ryc. 52.].

Zdecydowano się jednak zostawić wieżę ciśnień, jako swego rodzaju relikt, mający przypominać historię całej okolicy. Obecnie w miejscu fabryki znajduje się wielorodzinna zabudowa mieszkaniowa [Ryc. 53.].

Na zakończenie pragnęlibyśmy zachęcić Czytelników do samodzielnego wertowania ortofotomapy stolicy i być może odkrywania kolejnych utajnionych miejsc. Poza tym liczymy na głosy Czytelników dotyczące już zaprezentowanych w powyższym tekście zdjęć, głównie w zakresie rozpoznawania „pożyczonych” miejsc na fotoplanie z 1935 r., oraz na podzielenie się informacjami – dlaczego dany tereny był ukrywany, dlaczego z roku na rok zmieniały się kształty zasłanianych obszarów etc.

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj