19.9 C
Warszawa
wtorek, 23 lipca, 2024

Architektura Warszawy lat 20. XX w.

Autor : Jerzy S. Majewski

W architekturze lat 20. XX w. dominował narodowy historyzm i inne formy historyczne. Pojawiły się też formy art déco, a u schyłku dekady awangardowy funkcjonalizm.

O tworzeniu planów urbanistycznych dla stolicy Polski można mówić od roku 1916, gdy po ucieczce z Warszawy Rosjan i początkach okupacji niemieckiej przyłączono do miasta tereny okolicznych gmin. Jeszcze przed odzyskaniem przez Polskę niepodległości, równolegle z tworzeniem administracji przyszłego państwa powstawały pierwsze wizje urbanistyczne, zakładające m.in. budowę reprezentacyjnej dzielnicy rządowej w południowym Śródmieściu.

Jednak wielkie zmiany w urbanistyce i obrazie architektonicznym miasta zaczęły zachodzić dopiero w połowie lat 20. XX w. Powstawały wówczas nowe dzielnice na Żoliborzu, w miejscu dawnej cytadeli, na Ochocie czy Mokotowie.

Warszawa początku lat 20. była miastem biednym. Odzyskanie niepodległości w 1918 r., zwycięstwo nad Armią Czerwoną na przedpolach Warszawy w 1920 r. były wielkim triumfem, ale kraj był zrujnowany. Nic zatem dziwnego, że w pierwszych latach niepodległości stolica zdawała się jedynie cieniem prężnej gospodarczo metropolii, jaką była Warszawa tuż przed latem 1914 r. Wprawdzie stała się stolicą odrodzonego i jednoczącego się państwa, ale przygnębiała szarością i sprawiała wrażenie zaniedbanego miasta prowincjonalnego. Po zakończeniu wojny bolszewickiej sytuacja gospodarcza Polski długo nie uległa poprawie. Przed 1923 r. prawie niczego nie budowano, a zwiększająca się liczba mieszkańców coraz trudniej mieściła się w istniejących budynkach. Panował głód mieszkaniowy. Nie został on zażegnany do końca istnienia II RP, jednak sytuacja w pierwszych latach 20. XX w. była wyjątkowo trudna.

O obliczu architektonicznym przedwojennej Warszawy decydowali polscy architekci wykształceni w różnych uczelniach europejskich i tworzący od 1915 r. własny wydział architektury Politechniki Warszawskiej. Bardzo szybko z uczelni zaczęły wychodzić kolejne generacje młodych architektów. W pierwszej dekadzie niepodległości z pejzażu architektonicznego miasta usuwano ślady panowania rosyjskiego. Pałac Staszica przebudowany przez Rosjan w stylu staro moskiewsko-bizantyńskim odzyskał klasycystyczny kształt, zaś wielki sobór na placu Saskim (potem Piłsudskiego) zburzono w 1926 r. Znikły też inne cerkwie. Usunięto „rosyjskie” naleciałości z elewacji Zamku Królewskiego, przeznaczonego na siedzibę prezydenta, przywracając budowli jej wczesnobarokowy charakter od strony placu Zamkowego. Takie przykłady można mnożyć.

Dopiero w 1921 r. u zbiegu Świętokrzyskiej i Jasnej przystąpiono do budowy centrali Pocztowej Kasy Oszczędności. Jak pisał rok później w Przewodniku po Warszawie Mieczysław Orłowicz, gmach PKO „jest jak dotychczas jedyną kamienicą w Warszawie, zbudowaną w ciągu pierwszego trzylecia od odzyskania niepodległości”. Był to pierwszy monumentalny gmach państwowy wzniesiony w stolicy po I wojnie światowej. Powstawał w miejscu rozpoczętej przed 1914 r. budowy kamienicy mieszkalno-biurowej projektu Józefa Handzelewicza. Handzelewicz całkowicie przekształcił przedwojenny projekt na potrzeby nowo powołanej instytucji. Choć budowla obniżona została do wysokości czterech pięter, architekt nadał jej elewacjom niezwykle monumentalny charakter w duchu akademickiego klasycyzmu. Jak pisał na łamach „Kwartalnika Architektury i Urbanistyki” w 1988 r. Kazimierz Kirejczyk, za klasycyzującą dekoracją kryła się nowoczesna konstrukcja żelbetowa. Z żelbetu wykonano również dwukondygnacyjne podziemie, mieszczące skarbce w konstrukcji „wiszącej”, umożliwiającej obserwację wnętrza. Sala operacji bankowych ulokowana została w skrzydle od Jasnej. Ożywiły ją jońska kolumnada i strop kasetonowy.

Gmach PKO odwoływał się do akademickiego klasycyzmu. Jednak początek lat 20. XX w. w architekturze polskiej to głównie czas romantycznego nawrotu do stylów przeszłości, poszukiwania swojskości i polskiego charakteru architektury odwołującego się do wzorów historycznych. Jednorodzinny dom mieszkalny przypominał z zewnątrz dwór szlachecki. Architekci korzystali z całego arsenału motywów architektonicznych zaczerpniętych z zabytków polskiego renesansu, baroku czy klasycyzmu. Szeregowce nawiązywały do architektury małych miasteczek, bloki mieszkalne, kamienice czy budynki użyteczności publicznej były wieńczone przez renesansowe attyki grzebieniowe. Jednocześnie budynki te w dobie powojennej biedy wznoszono najczęściej w tradycyjnych technologiach, mało skomplikowanych i stosunkowo tanich. Mury z cegły, stropy z drewna. Wielkie domy mieszkalne i gmachy użyteczności publicznej nawiązywały do wczesnego polskiego baroku czy klasycyzmu Królestwa Polskiego (wiele domów w koloniach Staszica i Lubeckiego na Ochocie).

W latach 20., XX w. budowano już pierwsze domy mieszkalne i kolonie na Saskiej Kępie czy Mokotowie, jednak najbardziej zaawansowane w realizacji były w tym czasie dwie nowe dzielnice na Starej Ochocie (wspomniane kolonie Staszica i Lubeckiego) oraz na Żoliborzu. Nowa dzielnica na Żoliborzu została założona na przedpolu i w miejscu dawnych fortów wokół rosyjskiej cytadeli wzniesionej po upadku powstania listopadowego z rozkazu cara Mikołaja I. W latach 20. XX w. w panoramie nowej dzielnicy dominowały jednopiętrowe dworki i szeregowce kilku kolonii. Bliżej cytadeli rozpościerał się „jednorodzinny” Żoliborz Oficerski, nieco na północ od niego – Żoliborz Dziennikarski, na zachód zaś – Urzędniczy. Sercem dzielnicy były place Wilsona i Inwalidów. Obok nowych kolonii mieszkaniowych nie brakowało swoistej „antyarchitektury”. Było nią obozowisko dla bezdomnych wciśnięte pomiędzy tory kolejowe a linię ulicy gen. Zajączka, gdzie setki ludzi mieszkały najpierw w namiotach, potem zaś barakach pozbawionych elementarnych udogodnień.

Przykładem architektury utrzymanej w duchu narodowego historyzmu może być zabudowa szeregowa ulicy Wieniawskiego (dawnej Towiańskiego) na Żoliborzu Urzędniczym. (projekty Aleksander Bojemski, Marian Kontkiewicz).Po obu stronach uliczka zabudowana jest jednopiętrowymi szeregowcami, flankowanymi na krańcach przez budynki bliźniacze. Wszystkie domy otrzymały białe tynki, strome, czterospadowe dachy kryte dachówką, bardzo skromne portaledrzwi wejściowych od ulicy oraz efektowne bramy w ogrodzeniach łączących poszczególne szeregowce. Pierzeje rozbito dzięki cofnięciu szeregowców na środkowym odcinku uliczki, po obu jej stronach. Budowę zespołu zleciło Ministerstwo Robót Publicznych w 1923 r. Architektura ta nawiązywała nie tyle do dworu polskiego, co zabudowy małych miast czasów konstytucyjnego Królestwa Polskiego (1815-1831). Było to odwołanie do znakomitej karty polskiej urbanistyki, zaprzepaszczonej po upadku powstania listopadowego w 1831 r.

W roku 1923 wytyczony został obecny plac Wilsona. Pierwotnie nosił nazwę Żeromskiego. Jako pierwsza wzniesiona tu została I Kolonia Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej „Wyzwolenie robotników może być dziełem samych robotników (…) Warszawska Spółdzielnia Mieszkaniowa, dzięki wydatnej pomocy organizacyjnej Rady Związków Zawodowych przystąpiła do budowy pierwszego domu zbiorowego w kolonii robotniczej na Żoliborzu, rozpoczynając akcję społeczną mającą na celu dostarczanie szerokim warstwom robotniczym stolicy zdrowych, wygodnych i nowocześnie urządzonych mieszkań” – pisano w akcie erekcyjnym I Kolonii. Budowę rozpoczęto w roku 1925 zgodnie z projektem architekta Bruna Zborowskiego. Budynki stały tam, gdzie dziś wznosi się socrealistyczny gmach mieszczący kino Wisła. Składała się z kilku budynków. Główny i największy fasadą zwrócony był w stronę placu. Miał elewację przebitą bramami wiodącymi w głąb osiedla. Na jego tyłach, od podwórka, wznosił się Dom Społeczny. Mieścił świetlicę, czytelnię, bibliotekę. Domy nie przypominały tych, które wznoszono na Żoliborzu później. Miały strome dachy, kryte dachówką, skromny, historyzujący detal architektoniczny. Były duże, dwu- i trzypiętrowe, ale w ich architekturze odnaleźć można było coś z atmosfery dawnej architektury warszawskiej doby wczesnego klasycyzmu i epoki Królestwa Kongresowego, a nawet z tak uwielbianej ówcześnie atmosfery szlacheckiego dworu. A przecież – jak czytamy w akcie erekcyjnym – kolonia powstałą z myślą o robotnikach, nie zaś inteligencji pochodzenia szlacheckiego. Jak pisał Łukasz Heyman w książce Nowy Żoliborz: „nowa treść, nowa funkcja tej architektury nie ma odpowiednika w rozwiązaniu plastycznym zespołu”. Tkwił w tym pewien paradoks. Za historycznym kostiumem budynków skrywała się awangardowa struktura kolonii. Mieszkania w I Kolonii nie były małe. Miały średnio 60-65 m2. Przewidziano je dla 5-6 osobowych rodzin robotniczych. Były też nowocześnie wyposażone. Wszystko to jednak kosztowało. W rezultacie – jak pisał Heyman – czynsz w 1932 r. dochodził do blisko 100 zł miesięcznie. Była to suma nieosiągalna dla większości robotników. Rzecz w tym, że w latach budowy kolonii uposażenie robotników było zdaniem Heymana na tyle wysokie, że umożliwiało opłatę komornego według stawki „przedkryzysowej” Niestety, kryzys wybuchł zaledwie rok po oddaniu budynków do użytku.

Skupiska klasycyzujących i barokowych dworów powstających dość masowo przed 1930 r. i wznoszonych zazwyczaj przez spółdzielnie mieszkaniowe znajdziemy poza Żoliborzem na Saskiej Kępie, w wielu rejonach Starego Mokotowa, na Grochowie, w koloniach Staszica i Lubeckiego na Ochocie, Bielanach, ale też na obrzeżach Śródmieścia.

Założeniem niezwykle malowniczym, wzniesionym na skarpie wiślanej ponad Górnym Czerniakowem, jest kolonia profesorska. Budowę jej domów zaczęto w początku lat 20. XX w. pomiędzy Myśliwiecką, Górną (obecną Górnośląską) a Hoene-Wrońskiego. Stoją tu wille, a każda jest inna. Każda zaprojektowana też przez innego architekta. Wszystkie tworzą przy tym harmonijną całość. W domach mieszkali zazwyczaj profesorowie Politechniki Warszawskiej – stąd nazwa zespołu. Wiele domów należało do architektów, którzy projektowali sami dla siebie. Bez ograniczeń, ale i bez szaleństwa. Raczej dla wygody niż dla splendoru.

Wiele ciekawych przykładów bloków mieszkalnych wznoszonych w pierzejach uliczek dostarcza Kolonia Lubeckiego na Ochocie. Są to budynki bez oficyn, z dużymi wewnętrznymi dziedzińcami, wypełnionymi pierwotnie bardzo zadbaną zielenią. Ich architektura zewnętrza to z reguły odwołania do form XVII- i XVIII-wiecznego baroku oraz klasycyzmu. Mocno uproszczonych. Wnętrza klatek schodowych czy wykończenia mieszkań cechuje skromność. Budynki były zazwyczaj wznoszone przez rozmaite spółdzielnie budowlane, najczęściej urzędniczej inteligencji.

Domy kolonii Wspólnoty Mieszkaniowej Pracowników Ministerstwa Przemysłu i Handlu przy ulicy Mochnackiego, proj. Teofil Wiśniowski, 1925 r. Zespół powstał w Kolonii Lubeckiego na Ochocie pomiędzy Filtrową (dom nr 75), Uniwersytecką (nr 6) oraz wzdłuż biegnących po łuku ulic Mochnackiego i Mianowskiego. Na zdjęciu widok niewielkich domów od Mochnackiego. Duży, wielorodzinny dom mieszkalny przy Filtrowej był identyczny jak budynek przy Uniwersyteckiej. Na skutek zniszczeń wojennych oba te budynki mają dziś mocno zubożone elewacja. Pomiędzy tymi obiektami od Mochnackiego i Mianowskiego zbudowano niższe dwupiętrowe budynki, sprawiające wrażenie willi miejskich. Cztery takie domy wznosiły się od Mianowskiego (widać je na zdjęciach) trzy od Mochnackiego. Domy te odwołują się w swojej historyzującej architekturze zarówno do baroku, jak i tak bardzo lubianego w Polsce biedermeieru

W latach 20. XX w. tak jak przed 1914 r. powstawały w Warszawie także budynki mieszkalne w zabudowie pierzejowej. Było ich jednak stosunkowo niewiele. Swoją strukturą niewiele różniły się od znacznie bardziej luksusowych, wczesnomodernistycznych kamienic z ostatnich lat przed wybuchem I wojny światowej. Przykładem niech będzie dom mieszkalny pracowników Banku Gospodarstwa Krajowego przy ul. Polnej 44 (proj. Marian Kontkiewicz, 1925). Budynek o trzech frontach wzniesiony na narożnej działce (u zbiegu z dzisiejszą uliczką Progi) z powodzeniem mógłby zostać zaprojektowany przed 1914 r. Układem przestrzennym przypomina wczesnomodernistyczne kamienice z początku poprzedniej dekady, sprzed 1914 r., czy też dom mieszkalny urzędników Banku Polskiego przy ul. Lwowskiej 10 (proj. Zdzisław Mączeński, modyfikacja Stanisław Szcześniak, 1927-1928). Wzniesiony na dość głębokiej posesji w gęstej zabudowie, ma podwórko studnię otoczone oficynami, a za oficyną poprzeczną drugie podwórko z oficynami bocznymi. W elewacjach oraz wystroju przejazdu bramnego formy silnie zmodernizowanego klasycyzmu łączą się z drobnymi akcentami art déco i polskiej sztuki dekoracyjnej. Uwagę zwraca wysoka jakość wykończenia zarówno elewacji, jak wnętrz.

W drugiej połowie lat 20. XX w. ponownie podjęto plany budowy wokół Warszawy satelitarnych miast ogrodów. W znacznym stopniu udało się zrealizować dość odległą od Warszawy Podkowę Leśną. Przed 1929 r. dość zaawansowane były plany budowy miasta ogrodu Włochy. Niestety, podzieliło ono los miast ogrodów Ząbki hr. Ronikera i Młociny, których powstanie zgodnie z pierwotnymi założeniami uniemożliwił wybuch I wojny światowej. Na przeszkodzie zrealizowania pierwotnego projektu miasta ogrodu Włochy stanął wybuch wielkiego kryzysu. Do dziś czytelny jest jednak układ centralnej części niezaistniałego miasta ogrodu. System ulic wybiegających promieniście z placu z kościołem pośrodku i łączących je uliczek biegnących półkolem. Miasto zaczęto zakładać w 1928 r. na gruncie kupionym od rodziny Koelichenów, których dawny pałac, ukryty w rozległym ogrodzie, wciąż usytuowany jest w centralnej części dzielnicy. Plan regulacyjny miasta ogrodu był dziełem architekta Franciszka Krzywdy Polkowskiego i prof. miernictwa Henryka Kotyńskiego. Wzdłuż ulic wytyczono działki pod zabudowę, przeznaczono tereny pod skwery, parki, place, gmachy publiczne, a nawet dzielnicę przemysłową. Szybki dojazd do centrum Warszawy zapewniała linia kolejowa (zelektryfikowana w końcu lat 30.) i Elektryczna Kolejka Dojazdowa. Na projektach było to miasto idealne. Wyszło, jak wyszło.

Warszawę w latach 20. XX w. powoli odmieniała realizacja siedzib przeznaczonych dla instytucji państwowych oraz budynków użyteczności publicznej.

Marian Lalewicz wzniósł na Mokotowie kompleks gmachów Państwowego Instytutu Geologicznego, ustanowionego w 1919 r. Budynki te frontem zwrócono nie w kierunku Rakowieckiej, lecz w stronę przyszłej arterii, jaką miała być ulica Batorego. W architekturze budynków ich twórca odwołał się zarówno do form akademickiego klasycyzmu, jak i polskiego renesansu.

Zupełnie inny charakter architektoniczny otrzymał kompleks gmachów SGH zaprojektowany przez Jana Witkiewicza-Koszczyca. Spośród trzech budynków wykreowanych przez tego obdarzonego wyobraźnią architekta przed 1939 r. wzniesiono dwa: biblioteki SGH i Zakładu Doświadczalnego. Architektura tego drugiego obiektu (1925-1927), pełna motywów dekoracyjnych art déco (uszczuplonych na skutek zniszczeń II wojny światowej), to gra geometrii. Podstawę budynku stanowi kwadrat o długości boku 45 m. Naniesiona jest na niego modularna siatka kwadratów o boku 4 m. Wyznacza ją rytm słupów konstrukcyjnych. Sercem gmachu jest widoczna na zdjęciach aula. Dzięki konstrukcji szkieletowej jej sklepienie ma dużą szerokość i zalewana jest strumieniami światła przez szklane świetliki. W chwili powstania aula z ławkami dla 600 osób oraz oddzielnymi lożami musiała wywierać piorunujące wrażenie. Elewacje, zwieńczone i ujęte po bokach stylizowanymi attykami grzebieniowymi, dekorowane są mozaikami, zaś w podcieniu od Rakowieckiej ujrzymy m.in. sgraffita symbolizujące ówczesne miasta w Polsce: Poznań, Katowice, Lwów i Wilno.

Biblioteka zespołu SGH powstała w latach 1928-1930. I ten budynek ma szkieletową konstrukcję, umożliwiającą tworzenie wielkich pomieszczeń. Wnętrze czytelni jest pełne światła – nie tylko dzięki ścianom na całej wysokości przeprutymi wielkimi oknami, lecz też szklanym kopułom (świetlikom). Budynek można dziś uznać za muzeum stylu art déco w bardzo autorskiej recepcji Jana Witkiewicza. Gmach przesycony jest unikatowym detalem: od mozaik na attykach, kształtu kolumn i szklanych świetlików po klamki i meble. W detalu można też doszukać się inspiracji polską sztuką ludową. Twórczość Jana Witkiewicza-Koszczyca to odrębne zjawisko w dziejach polskiej architektury.

Wśród warszawskich obiektów sakralnych, cechujących się w latach 20. XX w. dość konserwatywną architekturą, wyróżniają się kościół i Dom Stowarzyszenia Zakładów Wychowawczych Nazaretanek pw. św. Józefa Oblubieńca przy ul. Czerniakowskiej 137 (proj. Karol Jankowski, Franciszek Lilpop ,1924-1930). Nawa główna przykryta została efektownym sklepieniem kryształowym z żelbetu. Elewacje wykreowano z szarej cegły, o geometrycznych wątkach, najsilniej zróżnicowanych w fasadzie świątyni. Szare ceglane elewacje stanowić miały tło dla pnących się po nich roślin.

Fot. 25 Portal Instytutu Aerodynamicznego Politechniki Warszawskiej, ul. Nowowiejska 24, proj. Franciszek Lilpop, Karol Jankowski, 1925-1926. Pełne ekspresji elewacje z szarej cegły kryły nowoczesny obiekt wyposażony w tunele aerodynamiczne, w których w latach międzywojennych badano modele polskich samolotów

W latach 20. XX w. monumentalne formy otrzymywały także gmachy szkolne. Do 1928 r. w stolicy zbudowano osiem takich budynków. Służyły nie tylko edukacji. Ich architektura była często manifestacją narodowej architektury w odrodzonym państwie. Chyba najlepszym przykładem jest wspomniany wcześniej gmach Gimnazjum im. Stefana Batorego. Ogromny, istniejący do dziś obiekt, złożony z wielu skrzydeł i dziedzińców, nawiązywał do schematu XVII-wiecznego pałacu magnackiego, jakie wznoszono w Polsce w dobie największej potęgi Rzeczypospolitej, przed szwedzkim potopem. Powstał w latach 1922-1924 według projektu Tadeusza Tołwińskiego. Gdyby kierować się formą gimnazjum, powinno ono nosić imię króla Władysława IV, Jana Kazimierza czy Michała Korybuta Wiśniowieckiego. W latach 1925-1927 zgodnie z projektem mało znanego architekta Tadeusza Szaniora powstał gmach gimnazjum przy Opaczewskiej na Ochocie. Imponował skalą. Składał się z niesłychanie szerokiego, dwupiętrowego korpusu z trzema trzypiętrowymi ryzalitami, połączonych z nim bramami bocznych skrzydeł (oficyn) oraz ogromnego skrzydła usytuowanego z tyłu na osi gmachu, mieszczącego obszerną salę gimnastyczną.

Do klasycyzmu odwoływała się architektura monumentalnego gmachu Gimnazjum im. Królowej Jadwigi, dosłownie zmiecionego bombami lotniczymi we wrześniu 1939 r. Budowę rozpoczęto już w 1923 r. Prowadzono ją zgodnie z projektem Józefa Handzelewicza. Otwarcia nowego gmachu dokonano w styczniu 1925 r. Elewacje opracowano w duchu nieco uproszczonego, akademickiego klasycyzmu. Najefektowniej prezentowała się fasada o sześciu potężnych półkolumnach korynckich dźwigających masywne belkowanie. Na nich wspartych było sześć figur alegorycznych, symbolizujących różne dziedziny nauki. W zwieńczeniu fasady wyryto monogram szkoły „G.K.J.”. Architektura zewnętrzna budowli zdawała się korespondować z modernistyczno-klasycyzującą fasadą sąsiedniej kamienicy Strzałeckich w Alejach Ujazdowskich.

Schyłek dekady w ostatnich latach przed wielkim kryzysem to w Europie i Ameryce czas prosperity. Wyrazem tego czasu są monumentalne gmachy zaprojektowane przez Mariana Lalewicza: budynek Państwowego Banku Rolnego 1925-1928 oraz siedziby dyrekcji PKP przy Targowej (1927-1929).

Gmach dyrekcji PKP jest swoistą mieszanką akademickiego klasycyzmu z zastosowaniem porządku doryckiego i monumentalnego modernizmu. Była to nowa budowla w sąsiedztwie spalonego przez Rosjan w 1915 r. Dworca Petersburskiego. „Jedyną dekoracją tej budowli, nawiązującą do teraźniejszości i zdradzającą jednocześnie jej przeznaczenie, jest fryz z motywami m.in. kół lokomotywy” – pisał Robert Pasieczny w artykule Klasycyzm akademicki w twórczości Mariana Lalewicza.

Olbrzymi gmach Państwowego Banku Rolnego stanął przy wąskiej ulicy Nowogrodzkiej. Lalewicz wybrnął z problemu, różnicując bryłę i elewacje obiektu. Od frontu budowla została wzbogacona o trójosiowy ryzalit środkowy z arkadowym podcieniem w przyziemiu i o parę jednoosiowych ryzalitów bocznych. Rustykowane lizeny opinają jedynie trzy pierwsze kondygnacje, czwarta, wydzielona tralkową balustradą, jest już gładka, a piąta, niższa, ma okna ujęte w rustykę. W części środkowej partia korpusu została cofnięta i podwyższona do sześciu kondygnacji. Starannie opracowane wnętrza także zostały zaaranżowane w formach neoklasycystycznych, ale nie brak tu motywów w duchu art déco. W projektowaniu sztukaterii i innych elementów wystroju wziął udział Tadeusz Pluciński. W traktach frontowych od ulicy znalazły się sale operacji bankowych, na osi hol otoczony doryckimi półkolumnami oraz reprezentacyjna klatka schodowa z witrażami i dekoracjami malarskimi, które wypełniły też sale posiedzeń.

Fot. 31. Gmach Państwowego Banku Rolnego, proj. Marian Lalewicz, 1925-1928 / fot. J.S. Majewski

W roku 1929, jeszcze przed krachem na nowojorskiej giełdzie, przystąpiono do budowy gmachu Ministerstwa Robót Publicznych (dziś Komunikacji) według projektu Rudolfa Świerczyńskiego. Budynek powstał przy ulicy Chałubińskiego mającej stanowić fragment planowanej arterii przecinającej Warszawę od Mokotowa po Powązki. Budowa trwała w latach 1929-1931. Gmach w proporcjach bryły odwoływał się do form klasycznych, ale opowiedzianych już nowym językiem modernizmu. Całość powstała na rzucie odwróconej litery T, dzięki czemu zrezygnowano z wprowadzania wewnętrznych dziedzińców, otwierając je na ulicę Hożą. Budynek otrzymał żelbetowy szkielet, fasadę zaś ożywia monumentalny wgłębny portyk licowany płytami czarnego bazaltu z orłem projektu Mieczysława Kotarbińskiego. Inne partie elewacji obłożono ciemnobrązowym klinkierem. Budynek zachował się do naszych dni bez większych zmian zewnętrznych. Wydaje się jednak, że obecna okładzina z klinkieru pochodzi już z czasów powojennej odbudowy.

Wcześniej, gdyż już w 1927 r., przystąpiono do budowy innego monumentalnego gmachu: siedziby Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego przy al. Szucha 25 według projektu Zdzisława Mączeńskiego, z wnętrzami urządzanymi przez Wojciecha Jastrzębowskiego. Budowla ta, zrealizowana zgodnie z planami konkursowymi, uchodzi za najlepiej zaprojektowany gmach rządowy międzywojennej Warszawy. Nowoczesność harmonijnie połączono tu z monumentalnością i kompozycją klasyczną elewacji, chętnie widzianą w budynkach rządowych ówczesnej Europy. Warto wspomnieć, że gmach stanął w stulecie budowy klasycystycznych gmachów rządowych przy placu Bankowym w Warszawie. Andrzej K. Olszewski określił realizację syntezą dalekiej tradycji i aktualnej, współczesnej nowoczesności. Budynek, złożony z kilku skrzydeł wokół sześciu dziedzińców, stanął wzdłuż alei Szucha, a jego centralny korpus mocno cofnięto w głąb dziedzińca oddzielonego od ulicy stylizowaną kolumnadą, dźwigającą potężne belkowanie. Kanelowane pilasty ujmują elewacje dziedzińca. Kompozycja klasyczna bocznych skrzydeł wzdłuż ulicy jest mniej dosłowna, zaakcentowano ją wydzieloną strefą masywnego cokołu i umownych „lizen” dzielących ujęte obramieniami „słupy” okien. Wnętrza zrealizowano w duchu sztuki dekoracyjnej z detalami Edmunda Bartłomiejczyka. Na przełomie lat 20. i 30. w sąsiedztwie siedziby ministerstwa przy al. Szucha 23 stanął utrzymany w podobnej stylistyce gmach NIK, zaprojektowany przez Tadeusza Leśniewskiego. I ta budowla utrzymana jest w duchu modernizmu, o klasycyzujących podziałach, ze stylizowanym portykiem na osi. Wnętrza, podobnie jak w sąsiednim budynku, utrzymane już były w stylistyce art déco. Dziś mieści się tu Ministerstwo Spraw Zagranicznych.

W 1928 r. rozpoczęto wznoszenie siedziby Urzędu Telekomunikacyjnego. Grunt należał do Skarbu Państwa, przebiegała tędy ponadto linia międzynarodowego kabla telekomunikacyjnego. Budowa trwała dość długo i ukończona została w 1934 r. Projekt gmachu sporządził zespół architekta Juliusza Putermana, autorem stalowego szkieletu konstrukcyjnego był zaś Waldemar Radlow. Budynek składał się z kilku skrzydeł. Główne wejście usytuowano w narożniku u zbiegu Nowogrodzkiej i Poznańskiej. Ponad nim umieszczono kamienny napis TELEFON MIĘDZYMIASTOWY, TELEGRAF, RADJOTELEGRAF oraz stylizowanego orła dłuta Jana Golińskiego. Narożnik zaakcentowano wysmukłą wieżą klatki schodowej. Ale najbardziej charakterystycznym elementem gmachu stała się wysoka, siedmiopiętrowa wieżyca, do dziś stanowiąca atrakcyjne zamknięcie perspektywy ulicy Żurawiej od strony placu Trzech Krzyży. Była to wówczas jedna z najwyższych budowli warszawskich. Stalowa konstrukcja pozwoliła na wprowadzenie okien, które imponowały w tamtym czasie ogromem. Elewacje częściowo obłożono czerwonym piaskowcem, zaś w partiach wyższych kondygnacji pokryto szlachetnym tynkiem Terrazyt. Od chwili otwarcia budynku powszechnie zachwycano się jego architekturą. W 1937 r. Franciszek Galiński uznał go za budowlę „wyjątkową przy nowoczesnym stylu harmonijnością i proporcjonalnością linii”. Jeszcze po latach przyrównywano architekturę obiektu do nowoczesnych rozwiązań architektury czeskiej dwudziestolecia międzywojennego. Niezwykle nowocześnie zaprojektowano wnętrza gmachu. Główny westybul dla publiczności, sale operacyjna telegrafu oraz sale telefonów międzymiastowych oblicowano płytami kamiennymi.

Czas płynął i około połowy dekady anachroniczne domki z kolumienkami wydawały się śmieszne i przygnębiająco staroświeckie. Nawet w gmachach ministerstw aluzje do klasycyzmu Królestwa Polskiego zaczęła wypierać nowa sztuka. Druga połowa lat 20. to już w przestrzeni architektonicznej Warszawy nowe trendy: art déco, które z miejsca ukochała zarówno burżuazja, jak i władze, oraz funkcjonalizm, preferowany przez najmłodsze pokolenia architektów i lewicową awangardę. W końcu lat 20. modernizm w architekturze dopiero sobie przyswajano, a takie budynki jak willa Lacherta przy Katowickiej na Saskiej Kępie budziły opór konserwatywnych architektów starszego pokolenia. Dla warszawskiego architekta Stefana Szyllera, znajdującego się w tym czasie już u kresu swojej drogi, modernizm był wręcz przejawem bolszewizmu. W tym samym czasie architekci i inwestorzy, upraszając formy architektoniczne, coraz częściej sięgali po nowe materiały, takie jak szara cegła. Nadawała ona architekturze nowy, ahistoryczny wyraz. Podkreślała ekspresję. Powszechnie wykorzystywana była jako element dekoracyjny, stanowiła jednocześnie materiał, z którego wznoszono ściany. Nie wymagała tynkowania, co w Warszawie od stuleci było powszechną praktyką w domach budowanych ze zwykłej cegły.

W latach 30. nowa architektura warszawska była już niemal wyłącznie modernistyczna. Inaczej też projektowano nowe dzielnice, rezygnując z układów gwiaździstych (pl. Narutowicza, pl. Wilsona) na rzecz ciągów ulic o zwarcie zabudowanych pierzejach, wyrównanej wysokości budynków i niezabudowanych wnętrzach kwartałów. Im bliżej końca lat 30., tym bardziej dostosowywano przepisy do zagrożenia wojennego, stąd w domach pojawiały się schrony przeciwlotnicze, a prześwity na parterach miały pomagać w przewietrzaniu budynku na wypadek użycia gazów bojowych.

Stosowano nowe materiały. Budynki miały żelbetowe konstrukcje szkieletowe. Inwestorzy chcieli też sięgać nieba. Jeszcze przed końcem dekady zaczęto budowę hotelu Helvetia przy Kopernika i 16-piętrowego drapacza chmur Towarzystwa Ubezpieczeń Prudential przy placu Napoleona. W 1933 r. sejm uchwalił ustawę przyznającą ogromne ulgi podatkowe dla inwestorów wznoszących domy mieszkalne. Spowodowała ona nakręcenie koniunktury i trwający aż do wybuchu wojny boom na budowę kamienic czynszowych. Setki nowych, w dominującej mierze modernistycznych budynków unowocześniały miasto, a w wielu przypadkach wnętrza sieni i klatek schodowych były oryginalnymi dziełami sztuki lat 30. Nowe kamienice czynszowe dominowały teraz w produkcji architektonicznej, w podobnym stopniu jak na przełomie lat 20. i 30. dominowały bloki spółdzielni mieszkaniowych. W latach 30. w architekturze spółdzielczych bloków mieszkalnych odwoływano się głównie do doświadczeń europejskiej awangardy. Takie są m.in. bloki kolejnych Kolonii Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej na Żoliborzu, ZUS-u, Towarzystwa Osiedli Robotniczych (Grochów, Koło) czy Funduszu Kwaterunku Wojskowego. Jednocześnie wznoszono kolejne monumentalne gmachy użyteczności publicznej, jak siedziba BGK przy Nowym Świecie, otwarte w 1938 r. Muzeum Narodowe czy cały kompleks budynków z szarej cegły wzdłuż alei Niepodległości. U schyłku lat 30. pojawiły się tendencje do sięgania przez autorytarną władzę sanacyjną po formy monumentalnego klasycyzmu. Przykładem tego rodzaju architektury może być siedziba Województwa Warszawskiego przy ulicy Filtrowej ukończona w 1938 r.

W roku 1934 prezydentem komisarycznym Warszawy został Stefan Starzyński. Mimo że narzucony miastu – miał wizję jego rozwoju wybiegającą w przyszłość. Był urodzonym planistą. Potrafił realizować swoje obietnice. Za jego prezydentury modernizacja Warszawy nabrała przyspieszenia. Powstawały nowe inwestycje, ceny za energię czy opłaty tramwajowe spadały. Trwały prace studyjne przy projektowaniu metra. I to od razu kilku linii. W 1939 r. dobiegła końca budowa Dworca Głównego, z peronami ulokowanymi pod ziemią. Zmieniał się obraz architektoniczny miasta. Budowano nowe arterie komunikacyjne.

Warszawa szykowała się do organizowania wielkiej wystawy światowej i w dalszej przyszłości do olimpiady, co skutkowano tworzeniem planów urbanistycznych w rejonie parku Skaryszewskiego czy w odległej od centrum Augustówce. W związku z nimi przystąpiono do projektowania nowego portu lotniczego na Gocławiu. Rozbudowywano obiekty sportowe, z otwartym w 1939 r. supernowoczesnym torem wyścigów konnych na Służewcu, który wyprzedzał swoją epokę. Na Polu Mokotowskim przystąpiono do budowy nowej dzielnicy im. Marszałka Piłsudskiego, a jednym z jej pierwszych obiektów był drapacz mający pomieścić siedzibę radia i telewizji. Pierwsze udane próby emisji programów telewizyjnych miały już miejsce w 1938 r. oraz w ostatnich dniach sierpnia 1939 r. Atak Niemiec na Polskę 1 września przekreślił te plany i zmienił dzieje miasta.

Fot. 35 Willa własna architekta Józefa Referowskiego, ul. Solariego 3, róg ulicy Ładysława z Gielniowa, proj. Józef Referowski, 1925 r. Willa jest większa od sąsiednich szeregowców i domów jednorodzinnych Kolonii Staszica znoszonych tu w latach 20. w duchu narodowego historyzmu czy klasycyzmu. Od strony ulicy Ładysława Gielniowa wrażenie wywiera masywny pseudoportyk. Budowla nie tylko skalą i architekturą, lecz też standardem wykończenia odbiegała od stosunkowo niedrogich domów szeregowych i willi Kolonii Staszica. Willa została spalona przez Niemców w 1944 r. Po wojnie odbudowano ją, umasywniając nieco bryłę przez zabudowę jednego za tarasów

Artykuł powstał w ramach projektu
STUDEO ET CONSERVO 2023 (XVII edycja),
dofinansowanego ze środków Miasta Stołecznego Warszawy.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj